logo1 logo2

Keith Malcolmson, "Przebudzenie walijskie (1904)"

Przez pierwsze dwa miesiące nawróciło się ponad 30 000 osób. W ciągu sześciu miesięcy liczba ta wzrosła do 100 000. Kto wie, ilu osób dosięgnęło w początkach 1906 r.?

 

Zanim przejdziemy do historii przebudzenia w Walii, zważmy na to, że pionierzy ruchu zielonoświątkowego byli spadkobiercami licznych przebudzeń, czy ożywień duchowych. Kościoły, do których należeli, czy to metodystyczny, braci plymuckich, prezbiteriański, baptystyczny czy anglikański, były miejscami przebudzeń w poprzednich stuleciach. W początkach XX w. żyli jeszcze ludzie, którzy pamiętali wielkie przebudzenie w roku 1859, które nawiedziło Walię i Irlandię Północną. Prekursorzy ruchu zielonoświątkowego słyszeli też niejednokrotnie o przebudzeniu metodystycznym, które, ogarnąwszy Anglię, ocaliło niechybnie kraj od krwawego powstania na miarę Rewolucji Francuskiej. Boża droga do wyzwolenia polegała na użyciu Jego wybranych sług, takich, jak George Whitefield, John Wesley i jego brat Charles, powołanych z szeregów powszechnie pogardzanego „Świętego Klubu” na Oksfordzie. Na przestrzeni wieków  również w Szkocji i Walii miało miejsce mnóstwo lokalnych ożywień duchowych, a także większe przebudzenia na skalę kraju – zbyt wiele, aby wszystkie tu opisać. Powodem, dla którego wyodrębniliśmy i podkreśliliśmy przebudzenie walijskie z roku 1904, jest fakt, iż poprzedzało ono rozwój ruchu zielonoświątkowego  w okresie niespełna dwóch lat i wywarło na jego formację przypuszczalnie największy wpływ.

Przebudzenie walijskie rozpoczęło się w listopadzie 1904 r. W okresie kilku poprzedzających je lat, chrześcijanie spostrzegali znaki zbliżającej się Bożej Chwały – nasiliły się zaś one w samym 1904 r. Wielu chrześcijan pogrążało się w modlitwie i narastało wśród nich przeczucie, że lada chwila zacznie się ożywienie duchowe. W poszukiwaniu inspiracji, sięgali choćby po książkę Andrew Murray'a With Christ in the School of Prayer („Nauka modlitwy z Chrystusem”). Można więc powiedzieć, że Bóg pracował nad przygotowaniem wierzących Jemu ludzi, aby użyć ich jako Swoje naczynia w służbie zbawiania dusz. Wielu przygotował i wielu użył, lecz na najbardziej widocznym miejscu postawił Evana Robertsa, którego życiu i pracy poświęcony został niniejszy rozdział.

Evan Roberts

Evan Roberts urodził się w 1878 r. Był dzieckiem wierzących i ciężko pracujących rodziców. Miał trzynaścioro rodzeństwa, w tym sześciu braci. Ich rodzinny dom, zwany „Domem na Wyspie” stał nad brzegiem rzeki Llwchwr, w miejscowości Loughor w hrabstwie Glamorgan w południowej Walii. W pobliżu Loughor znajdowała się kopalnia węgla, gdzie pracował ojciec Evana. W wieku 11 lat Evan przerwał edukację i dołączył do ojca w pracy. W kopalni spełniał funkcję nazywaną „door boy” - otwierał i zamykał drzwi dla wagoników przewożących węgiel w górę i w dół szybu. Starsi kaznodzieje walijscy przywoływali nieraz w swych mowach obrazy takich ciemnych i niebezpiecznych kopalń, aby porównać je do piekła lub ciemności zepsutego serca. Obrazy takie dobrze przemawiały do ludzi, którzy pracowali pod ziemią, tak, jak Evan.

Od dzieciństwa Evana cechowała osobowość pełna skupienia i powagi. Wciąż studiował Biblię i nie rozstawał się z nią, miał ją pod ręką, czy choćby w kieszeni. Pewnego dnia płomienie wybuchu w kopalni dosięgnęły Biblii, lecz oszczędziły Evana. Kiedy rano przy drzwiach schodzili się górnicy, Evan nieraz dawał im fragment Pisma do przemyślenia i później wypytywał, do jakich doszli wniosków. Chciał kiedyś zostać kaznodzieją. To, że nie imał się typowych dla swych rówieśników dziecinnych szaleństw, było znakiem, że traktował swój plan na życie poważnie. Nikt nie dostrzegał w Evanie jakiegoś niezwykłego daru przemawiania czy wykładania Bożego słowa, jednak nieskazitelność jego życia była oczywista dla wszystkich.

Wiernie uczęszczał na cotygodniowe nabożeństwa w kaplicy „Moriah”, w dużej parafii metodystycznej, do której należała jego rodzina. „Moriah” był to jeden z kilku zborów w Loughor. Odkąd pewien starszy zboru zwrócił Evanowi uwagę na solidność w kwestii uczęszczania do domu Bożego, Evan był na każdym nabożeństwie. Ów starszy zapytał, jak Evan poczułby się, gdyby nie przyszedł do kościoła w dniu, kiedy zstępuje Duch Boży. Odtąd Evan w każdą niedzielę starał się być w kościele. W 1902 roku rzucił pracę w kopalni i poszedł na naukę zawodu do swojego wujka - kowala. Choć wykonywał nową pracę z dużą sumiennością i wręcz skromnością, nie wiązał z nią swej przyszłości. Coraz bardziej bowiem dojrzewało w nim pragnienie odpowiedzi na Boże powołanie.

Przez wiele lat wstrzymywał się z zamiarem rozpoczęcia nauki w seminarium. Wiedział o tym, że u wielu osób takie szkoły teologiczne zabiły ducha. Przed okresem przebudzenia, kwalifikacje akademickie i wiedza były bowiem bardziej cenione w służbie dla kościoła, aniżeli gorliwość i życie duchowe. Ostatecznie Evan został w 1903 r. zarekomendowany do służby przez macierzysty zbór – Moriah, dzięki czemu mógł szlifować umiejętności kaznodziejskie także i w innych zborach swego kościoła. Oznaczało to, że jego osobista relacja z Chrystusem i powołanie do służby zostaną obadane przez duchownych i innych dojrzałych wierzących. Należy tutaj dodać, że na swej drodze z Bogiem Evan bardzo wziął sobie do serca książki George'a Mullera na temat wiary i modlitwy. Kiedy więc tak zdobywał szlify w służbie kaznodziejskiej, pełen wiary modlił się o chrzest w Duchu Świętym.

Evan nie uległ modernizmowi czy metodzie historyczno – krytycznej, ale uznawał zepsucie ludzkiego serca, wieczną karę dla odrzucających Chrystusa i moc Bożą działającą cuda, by zbawić grzeszników odkupieńczą krwią Jezusa. Głosił posłuszeństwo, świętość życia i konieczność poddania się Chrystusowi.

Początkowo był bardzo zmartwiony stanem duchowym ogólnie pojętego Kościoła – jawił się on bowiem jako smutny niewypał w porównaniu ze wzorcem z Pisma Świętego. Ale pewnej nocy, kiedy modlił się, starając się wraz z Bogiem przezwyciężyć kryzys, tuż przed oczekiwanym przełomem zasnął. W środku nocy raptownie zbudził się, napełniony nie dającą się opisać radością – przeżył obecność Wszechmocnego. Przez cztery godziny rozmawiał z Bogiem twarzą w twarz, tak, jak z przyjacielem. Od tamtej chwili był pewien, że Bóg zamierza dokonać Swojego Dzieła w Walii. Takie doświadczenie modlitewne powtarzało się każdej nocy przez następne 4 miesiące. Byłoby jednak mylne zakładać, że był to początek modlitw Evana o przebudzenie – od 11 lat bowiem modlił się, aby Bóg odnowił duchowo jego kraj i od 13 lat o osobiste napełnienie Duchem Świętym.

We wrześniu 1904 r., mając 26 lat, Evan przenosi się do Newcastle Emlyn, aby w tamtejszej szkole średniej uzupełnić wykształcenie, przygotowując się do studiów. Właśnie tam przeżywa spotkanie z Bogiem, które okaże się dlań tak znaczące, jak spotkanie Mojżesza z krzewem gorejącym.

Seth Joshua, ewangelista – pionier, związany z kalwińsko-metodystycznym ruchem ożywienia (ang. „the Forward Movement”) przeżył gwałtowne nawrócenie w 1882 roku na spotkaniu Armii Zbawienia, kiedy to, klęcząc w starej drewnianej ławce, zawołał do Boga o przebaczenie i zbawienie. Było to w czasie, kiedy Armia Zbawienia wkraczała w walijskie doliny, wnosząc przebudzeniowy entuzjazm. Prowadzone były nabożeństwa na otwartej przestrzeni, gdzie na tle dziewcząt z tamburynami i okrzyków „alleluja!” rozbrzmiewały nowe świadectwa Bożego działania. Ruch ożywienia stanowił śmiałą próbę liderów Kościoła, aby dotrzeć do tych Walijczyków, którzy jeszcze nie poznali mocy płynącej z Ewangelii. Miał on w sobie z pewnością wiele z ducha Armii Zbawienia, co uwidoczniło się i w pracy Setha Joshua'y.

Znajomi Setha nazywali go „Bożym Człowiekiem”, ponieważ był całkowicie oddany i poświęcony Bogu. Był człowiekiem, którego Bóg mógł używać. Nie był związany uwarunkowaniami religii czy tradycji. Od pewnego czasu był bardzo zaniepokojony zwyczajem stawiania nacisku na wykształcenie, nie zaś na rzeczywiste życie z Bogiem jako jedynego wyznacznika kwalifikacji do służby. Seth, według rozpoznanej w  modlitwie Bożej woli, nie przestawał prosić Boga, by On powołał „prostego chłopaka z kopalni albo ze wsi, tak jak niegdyś oderwał od pługa Elizeusza, aby odnowił Jego pracę”.

Gdy więc Seth przybył do Newcastle Emlyn z usługą kaznodziejską, dyrektor szkoły, do której uczęszczał Evan Roberts, zachęcił wszystkich uczniów do wzięcia udziału w nabożeństwach. Na nich Evan był pod wielkim wrażeniem zapału i przesłania kaznodziei, siedział więc co wieczór słuchając przesłania od Boga. Kampania ewangelizacyjna Setha zakończyła się  bez szczególnych manifestacji czy znaków nadchodzącego Bożego działania – był on raczej skłonny myśleć, że grunt jest oporny, a ludzie obojętni. Sam Evan myślał o sobie, że ma dość zatwardziałe i zimne serce. Ewangelista pojechał więc odwiedzić następne miejsce, niewielką społeczność nad brzegiem zatoki Cardigan Bay, gdy tymczasem dała się spostrzec praca Boga w ludzkich sercach. Grupa uczniów ze szkoły Evana zdecydowała pojechać za ewangelistą na dalsze nabożeństwa. Evan był wśród nich.

W czasie podróży śpiewali: „Nadchodzi, nadchodzi moc Ducha Świętego. Przyjmuję, przyjmuję moc Ducha Świętego”. Po pierwszym porannym spotkaniu Seth Joshua modlił się, prosząc Boga, aby ich Sobie poddał. Modlitwa ta znalazła potężny oddźwięk u Evana – modlił się z całego serca: „Panie, ugnij mnie - poddaj mnie Twojej woli”. Wkrótce, jak zobaczymy, stanie się to modlitwą całego narodu. Następnego ranka na nabożeństwie z kolei Sidney, kolega Evana, padł na kolana i potem legł twarzą ku ziemi, modląc się do Boga słowami: „poddaję się, poddaję się”. Pocił się mocno, niczym kobieta przy porodzie – i rzeczywiście, poruszony w duchu, przeżywał urzeczywistnienie się w jego życiu Bożej woli – narodzenie się na nowo. Tamtego dnia umarł - został nowym człowiekiem, innym człowiekiem. To był prawdziwy chrzest ogniem, w którym Bóg rzeczywiście poddał go Sobie. Nabożeństwa miały miejsce jeszcze  przez następnych kilka dni, a kolejni młodzi uczestnicy przechodzili podobne doświadczenia. Evan poświęcił się teraz modlitwie o wielkie duchowe przebudzenie w Walii. W obliczu tego, kontynuacja nauki wydawała się raczej niemożliwa.  Poprosił więc dalej Boga o innych - „napełnionych ogniem” - którzy wsparliby go w tym zbliżającym się wielkim zadaniu i wkrótce pojawili się tacy. Miał początkowo plan, aby z tym niewielkim zespołem chodzić i ewangelizować hrabstwo za hrabstwem, lecz najwyraźniej za Bożą wskazówką poniechał planu.

Któregoś dnia Evan wstąpił do swojego dobrego kolegi Sidneya Evansa i, silnie podekscytowany, powiedział mu, że otrzymał Bożą wizję podniesienia się do nieba całej Walii i słowo zapewniające go, że sto tysięcy dusz będzie zbawionych. Innego wieczora, kiedy stali w ogrodzie wraz z Sidneyem, patrząc na piękną pełnię księżyca, obaj otrzymali tę samą wizję: była to ręka sięgająca z Księżyca na Ziemię, aby coś z sobą zabrać. Obaj byli przekonani, że to znak – oto Boża ręka wyciąga się do pracy, aby zebrać wielki plon. Kiedy indziej Evan miał wizję piekła i straszliwego cierpienia zatraconych grzeszników – widząc to, błagał Boga o zamknięcie drzwi piekieł na jeden rok i zapewnienie ludziom szansy na pokutę. W tym czasie znaleźli się ludzie, którzy przyglądając się Evanowi stwierdzili, że traci on kontakt z rzeczywistością, stając się fanatyczny i niezrównoważony. Byli o niego bardzo zaniepokojeni. Któregoś razu Evan i Sidney czuwali w środku nocy, zaangażowani w głośną modlitwę o ludzkie dusze (ang. „travail” - dosł. „rodzili w Duchu”), kiedy weszła gospodyni i zganiła ich za hałasy o tak nieprzyzwoitej porze.

Kiedy na porannym nabożeństwie niedzielnym pastor Evan Phillips głosił na temat: „Ojcze, nadeszła godzina...”, Evan otrzymał wizję kościoła w Loughor, w którym naucza całe rzędy młodych ludzi. Duch Boży posyłał go, aby pojechał i przemówił do nich. Ostatecznie Evan odpowiedział na Boże wezwanie. Po rozmowie z dyrektorem opuścił Newcastle Emlyn 31 października i udał się pociągiem do Loughor. Miał Ducha Świętego, a poza tym nic. Nikt nie spodziewał się go w Loughor, nie zaplanowano tam żadnego spotkania. Jego rodzina była sceptyczna co do jego entuzjazmu, a pastor nie kwapił się z organizacją spotkania, choć w końcu udało mu się przekonać różnych duchownych i pastorów w okolicy, aby pozwolili Evanowi w nadchodzącym tygodniu  przemawiać w swych kościołach. Pierwszym nabożeństwem było spotkanie młodzieżowe w poniedziałek wieczorem. Na sali było tylko siedemnaście osób. Evan, w miarę jak świadczył o tym, co Bóg właśnie uczynił i zamierza wkrótce uczynić, zachęcał ludzi, by przygotowali się na chrzest w Duchu Świętym. Choć na pierwszym spotkaniu było to trudne, w końcu Boża moc zstąpiła i wszyscy ci, którzy nie byli zbawieni, natychmiast nawrócili się, reszta zaś oddała swoje życie całkowicie Bogu.

Nazajutrz rozeszły się wieści o potężnych efektach i zmianie życia u tych młodych ludzi. Co wieczór, w miarę jak Evan wędrował od kościoła do kościoła, na nabożeństwach pojawiało się coraz więcej osób. Uczestnicy modlili się, słuchali, pokutowali i radowali się. Przesłanie do grzeszników brzmiało: żałujcie za grzechy, zaś przesłanie do nawróconych: napełnijcie się Duchem. Pod koniec tygodnia można było mówić o wstrząsie, który przeszedł kościół: nabożeństwa trwały do 5 godzin, ludzie leżeli twarzą do ziemi, przygnieceni świadomością grzechu, przechodząc istną agonię duszy, aż otrzymali zbawienie. W następnym tygodniu nabożeństwa trwały nawet aż do 5 rano, zaś ludzie zapominali o śnie, posiłkach i codziennych czynnościach.

Następnie przyszło zaproszenie od kościoła w Aberdare, gdzie umówiony kaznodzieja odwołał swoją niedzielną poranną wizytę. Evan Roberts przyjechał tam w towarzystwie trzech dziewcząt. Nabożeństwo toczyło się ze zwykłą ociężałością, ale nie trwało to długo. Starsi kościoła oczekiwali dobrej usługi, ale niczego nadzwyczajnego. Usługa zaczęła się od tego, że jedna z dziewcząt ni stąd, ni z owąd wstała i zaśpiewała pieśń, wybuchając przy tym płaczem. Młody kaznodzieja siedział ugięty na krześle, szlochając i cały drżąc. Wtedy jedna z najbardziej dumnych członkiń kościoła upadła na kolana i publicznie wyznała grzechy w bolesnej modlitwie. Ludzie na całej sali klękali. Organy milczały, a nabożeństwo przeciągnęło się na cały dzień. Wieczorem cały kościół był już ożywiony, a w kaplicy zgromadził się spory tłum ludzi. Niektórzy śpiewali pieśni „O, krwawiący Baranku z Golgoty”, lub „Śpiesz na ratunek”, inni modlili się i nawracali, co przypominało opisywane przez św. Pawła duchowe narodzenie się. Niektórzy siedzieli, inni klęczeli, jeszcze inni leżeli na podłodze. Młody kaznodzieja wygłaszał proroctwa skierowane do osób na sali. Nabożeństwa wznawiały się, pożar Ducha rozszerzał się, zmieniały się całe rodziny, całe domy. Takie rzeczy pojawiały się w każdej kaplicy, w każdym zborze wśród tej szukającej Boga społeczności. Nabożeństwa były spontaniczne i niezorganizowane. Ludzie modlili się, mówili świadectwa i śpiewali tak, jak kierował ich Duch Święty. W gazetach pojawiły się artykuły, początkowo dyskredytujące nowe zjawisko, ale niedługo potem, gdy dziennikarze również się nawrócili, gazety pełne były słów poparcia. Wieści o Przebudzeniu Walijskim rozeszły się za granicę do wielu krajów.

Niekiedy Evan mógł przemawiać godzinami. Niekiedy mówił krótko, bezpośrednio do ludzi, w rodzimym języku walijskim. Czasem płakał, czasem cieszył się i śmiał. Stał oczywiście na czele – jako służący Bogu przewodnik – ale przecież przebudzenie było wszędzie dookoła. Znalazło się wielu pastorów, aby przemawiali i prowadzili ludzi z powrotem do Boga, prowadząc ich po drodze przebudzenia. Stadiony sportowe opustoszały; straciły publiczność teatry; z braku klienteli zamykano puby, a wskaźniki przestępczości lawinowo spadły. W Cardiff, statystyki policyjne wykazały spadek liczby pijanych o 60% w ciągu miesiąca – a było to w pierwszym miesiącu przebudzenia. Przebudzenie dotknęło nawet domy publiczne i jaskinie hazardu. Gruboskórni, wiecznie przeklinający górnicy zostali raptownie odmienieni, a przecież byli to z założenia najbardziej oporni wobec ewangelicznego przesłania ludzie w kraju. Nawet ateiści nawracali się i pełni skruchy wyznawali wiarę w przebaczenie przez moc krwi Baranka. Modlitwy dzieci sprowadzały Bożą moc. Każda modlitwa, pieśń, czy kazanie, skupione były wokół Kalwarii i krwawiącego Baranka.

Przybywali kaznodzieje z kraju i ze świata, aby zobaczyć, jak chwała Pańska wypełnia Jego świątynie. Kiedy znany londyński pastor, F.B. Meyer, przybył z chęcią zbadania zjawiska, zachęcono go do wygłoszenia Słowa, lecz on odmówił, i siedząc cicho w ławce, wsłuchiwał się w pouczenia od Ducha Świętego. Wielebny G. Campbell Morgan z kolei bał się, że będzie przeszkadzał i uciął plany dotyczące swojej posługi, zawiadamiając Robertsa, że wyjeżdża. Zapytany o opinię w kwestii przebudzenia, odpowiedział, że jest to „dalszy ciąg Pięćdziesiątnicy”. William Booth spakował walizkę i jak najszybciej opuścił przebudzoną okolicę. Ci wielcy kaznodzieje i przywódcy Kościoła bali się wtrącać do tego Bożego dzieła. Siadali cichutko z boku, podczas, gdy dzieci lub starzy górnicy wyrywali się do głośnej modlitwy i potężnego świadectwa. Prawdziwe przebudzenie nigdy nie zostaje bowiem zorganizowane przez ludzkie zrzeszenia czy denominacje. Lęk przed Bogiem wśród znaków Jego sprawiedliwości najlepiej chronił Boską pracę. Sam Roberts starał się schodzić ludziom z pola widzenia, aby nie zakłócać Bożego działania. Nie pozwalał robić sobie zdjęć i odrzucił mnóstwo zagranicznych zaproszeń do posługi.

Rangę zjawiska podkreślali również politycy. Parlamentarzysta Mr Lloyd George, późniejszy premier Wielkiej Brytanii, powiedział, że: „jest to z pewnością najbardziej niezwykłe duchowe poruszenie w historii obecnego pokolenia... wydarzenie, które jak widać wstrząsnęło życiem mieszkańców Walii niczym wielkie trzęsienie ziemi”.

Przebudzenie to dotknęło szczególnie młodzież, ale bynajmniej nie ominęło, ani nie zaniedbało starszych osób. Wprawdzie było to przebudzenie wypełnione pieśnią, ale pieśni tej nie brakowało solidnej doktryny. Było ono okresem błogosławieństwa dla Kościoła, ale główny nacisk był położony na zbawianie grzeszników. Było to rzeczywiście przebudzenie Walii (nie całej Brytanii), ale jego ogień rozszedł się przez całą Wielką Brytanię, Europę i świat dzięki tym, którzy zapłonęli pasją do rozgłaszania dzieła Bożego. Następstwem przebudzenia było pragnienie i upodobanie do czytania Słowa Bożego. Potężnie odrodziła się w ludziach świętość życia i czystość serca. Skompromitowane zostały świeckie metody zatrzymywania ludzi w kościołach. To było przebudzenie przysłane wprost z Nieba. Jak to ujął pewien naoczny świadek: „Boskie poruszenia biorą swój początek w sercu Boskości”.

Evan Roberts pracował według nieprawdopodobnie napiętego planu, bez dłuższej przerwy na odpoczynek. Konsekwencje takiego stanu rzeczy były nieuniknione. W styczniu 1906r. Evan kończy wspomniany etap życia. Jest po niekończącej się serii wizyt na południu i północy Walii, oraz w Liverpoolu. Mnóstwo osób uwielbia go jako namaszczonego sługę Bożego, inni z kolei dopatrują się w nim oszusta na czele fałszywego przebudzenia. Przechodzi okres potwornego przemęczenia psychicznego i fizycznego. Ku zdziwieniu wszystkich, rzuca swoją służbę i usuwa się z pola widzenia. Nie mamy miejsca, aby dalej się o tym rozpisywać – napisano już wiele na temat życia Evana Robertsa i historii przebudzenia w Walii. Ostatecznie odchodzi do Pana w styczniu 1951 r.

Jakie były w skrócie końcowe rezultaty owego przebudzenia? Przez pierwsze dwa miesiące nawróciło się ponad 30 000 osób. W ciągu sześciu miesięcy liczba ta wzrosła do 100 000. Kto wie, ilu osób dosięgnęło w początkach 1906 r.? W 1910 r. wpływy tego duchowego wydarzenia dały się odczuć na całym świecie. Wprawdzie wielkie organizacje religijne Wielkiej Brytanii próbowały tłumaczyć, że wszystko brało się ze słynnej emocjonalności Walijczyków, jednak już od ponad stu lat przebudzenie owo stanowi potężny akcent w historii chrześcijaństwa, wciąż stanowiąc  inspirację i wyzwanie dla wierzących. Długo dyskutowano nad tym, co stało się w życiu tysięcy nawróconych, jednak wykazać można, że większość pozostała członkami zarejestrowanych kościołów. Dowodem na to jest to, że wszystkie lokalne zbory wypełniły się ludźmi, a późniejsze statystyki członkostwa nie wykazały poważniejszych strat.

Wpływ na ruch zielonoświątkowy

Pierwszorzędnym znakiem i największym efektem walijskiego przebudzenia byli chrześcijanie nawróceni w tym czasie.  Z grona tego rekrutowali się późniejsi ewangeliści i kaznodzieje, jak choćby Stephen i George Jeffreys, Dan i Jones Williams, Tom Mercy. W tych ludziach czynu, poddanych Bożej mocy, przebudzenie zostawiło niezatarty ślad, a Pan użył ich, aby wezwać naród do pokuty. Bez wątpienia właśnie ci ludzie byli pionierami ruchów takich, jak Zbory Boże, Elim, czy Kościoły Apostolskie w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Później ich praca przyniesie obfite owoce zarówno w kraju, jak i poza jego granicami. Kiedy przebudzenie walijskie ucichło, tacy ludzie nie chcieli wracać do formalizmu i martwoty podziałów na wyznania. Często odrzucani przez macierzystą formację, tworzyli własne zgromadzenia. Na wiele z takich zgromadzeń został potem wylany Duch Święty.

Donald Gee (1891-1966), brytyjski kaznodzieja zielonoświątkowy i wykładowca biblijny, znany z międzynarodowej posługi i licznych publikacji. Udzielał się m.in. w Gdańskim Instytucie Biblijnym (okres międzywojenny). Był jedną z trzech osób nawróconych podczas misji Setha Joshua'y w Londynie w 1905r., który w październiku 1905 r. przybył „rozpalony do białości” prosto z przebudzenia w Walii. Usługa wywołała też poruszenie u osób zaangażowanych w służbę.

Alexander Boddy (1854-1930), duchowny anglikański i jeden z krzewicieli ruchu zielonoświątkowego w Wielkiej Brytanii. Przyjechał zobaczyć przebudzenie na własne oczy i osobiście zaprosił Robertsa, aby głosił Słowo Boże w jego parafii w Sunderland na północy Anglii. I rzeczywiście, późniejsza głośna Sunderlandzka Społeczność Zielonoświątkowa miała miejsce w sali, która pierwszy raz była użyta w styczniu 1905 r. na spotkanie związane z walijskim przebudzeniem. Dla Boddy'ego, te dwa przebudzenia były nierozłącznie ze sobą związane.

Thomas Ball Barratt (1862-1940), norweski ewangelista i duchowny metodystyczny,  propagator ruchu zielonoświątkowego w Europie. W listopadzie 1906 r. podczas pobytu w Nowym Jorku przeżył chrzest Duchem Świętym. W 1930 r. odwiedził Polskę. Opublikował artykuły o walijskim przebudzeniu w swej norweskiej gazecie Byposten i opisał przeżycie chrztu Duchem Świętym u Robertsa. Miały one dużą poczytność w Norwegii. W styczniu 1905 r. Barratt napisał do Robertsa, prosząc o gorliwą modlitwę, aby Norwegia też mogła zostać dotknięta przebudzeniem, i aby on sam przeżył chrzest Duchem Świętym. Kiedy Barratt przeżył napełnienie Duchem Świętym i został użyty przy rozpoczęciu przebudzenia w Oslo w grudniu 1906 r., wierzył, że jest to spełnienie modlitwy Walijczyków.

Pandita Ramabai, przedstawicielka kasty Braminów z zachodniej części Indii, zdobywszy szerokie wykształcenie, zajmowała się wdrażaniem reform społecznych w kraju. Podczas pobytu w Anglii w latach 80. XIX w. nawróciła się i wzięła chrzest wodny. W 1895 r. stworzyła w Indiach schronisko dla młodych kobiet zwane Mukti (Zbawienie). W 1905 r. gościło tam 2 000 młodych wdów, które zbiegły od rodzin. Jej praca cieszyła się dużym rozgłosem i poważaniem w wielu krajach. Usłyszawszy o przebudzeniu walijskim w 1904 r., rozpoczęła w styczniu 1905 r. cykl modlitw porannych w intencji prawdziwego przebudzenia wśród pensjonariuszek, w Indiach i na świecie. W lipcu tego samego roku przebudzenie nadeszło, w całkowicie zielonoświątkowym charakterze. Dziewczęta ze schroniska zostały napełnione Duchem Świętym, zaczęły mówić językami, prorokować, i setkami udały się, by głosić Ewangelię w swoim regionie. Wielu ludzi nawróciło się do Boga, a przy tym liczni chorzy zostali uzdrowieni. Jako, iż poprzedzało to przebudzenia zielonoświątkowe, które przyszły do USA i Wielkiej Brytanii, Pandita utrzymywała potem bliskie kontakty z innymi pionierami ruchu zielonoświątkowego.

Joseph Smale, Anglik wykształcony w Spurgeon's College, był pastorem w Los Angeles w Stanach Zjednoczonych. Kiedy usłyszał o przebudzeniu walijskim, miał właśnie zamiar pojechać na urlop. Pojechał więc w rodzinne okolice i osobiście zetknął się z przebudzeniem w Walii. Kiedy wrócił do Kalifornii w czerwcu 1905 r., stanął za kazalnicą pełen niesamowitego zapału: „Wielkie Walijskie Przebudzenie!” - zaczął swą pierwszą mowę. Wierzył, że podobne przebudzenie może przyjść do Los Angeles. Już wcześniej, w kwietniu, na temat przebudzenia mówił w mieście pastor F.B. Meyer.

Frank Bartleman korespondował z Evanem Robertsem, informując go o pracy w Los Angeles i prosząc o modlitwę. Między czerwcem a listopadem 1905 r. otrzymał od niego trzy prywatne listy, zapewniające o modlitwie. Bartleman rozgłaszał wieści o przebudzeniu wśród wspólnot i duchownych w mieście. Niedługo później on i wspomniany Joseph Smale znaleźli się w samym centrum potężnego wylania Ducha Świętego na mieszkańców miasta, znanego jako przebudzenie na Azusa Street.

Owoce przebudzenia są najlepszym dowodem jego autentyczności. Łatwo zaobserwować, że przebudzenie walijskie było znaczącą, o ile nie główną inspiracją dla przebudzeń zielonoświątkowych w Indiach, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Norwegii i innych krajach świata. W Wielkiej Brytanii tych dwóch zjawisk nie sposób od siebie oddzielić. Co ciekawe, w późniejszych latach życia Evan Roberts zapytany o efekty przebudzenia walijskiego, wskazał na przykład zielonoświątkowego ewangelisty, Stephena Jeffreysa.

 

Rozdział 9 książki „Pentecostal Pioneers”, K. Malcolmson (strona internetowa http://www.pentecostalpioneers.org/)

Tłumaczenie za zgodą autora, na zlecenie Chrześcijańskiej Misji Pentekoste.