Leonard Ravenhill - prorok XX wieku, "Kazania"
logo1 logo2

Leonard Ravenhill - prorok XX wieku, "Kazania"

Modlitwa, czasy ostateczne, głoszenie Ewangelii - lektura wobec której nie można pozostać obojętnym!

 

1. Ewangelia Modlitwy

Nic tak nie przeobraża jak modlitwa. Ludzie często pytają: "Dlaczego kładzie się tak duży nacisk na modlitwę?" Odpowiedź jest prosta: Jezus tak czynił. Ewangelię Łukasza można nazwać Ewangelią modlitwy. Jest to życie modlitewne Jezusa. Trzech pozostałych ewangelistów mówi, że Duch Święty w postaci gołębicy zstąpił na Jezusa, gdy był on w Jordanie, natomiast Łukasz twierdzi, że nastąpiło to podczas modlitwy. Mateusz, Marek i Jan przekazują, że Jezus wybrał sobie 12 uczniów. Łukasz dodaje, że stało się to po nocy spędzonej na modlitwie. Z trzech Ewangelii dowiadujemy się, że Jezus zmarł na krzyżu. Łukasz podaje, że nawet umierając modlił się za tych, którzy Go prześladowali. Tylko Łukasz mówi, że przemienienie Jezusa na górze nastąpiło podczas modlitwy. Nic tak nie przeobraża jak modlitwa.

Pismo Święte mówi, że uczniowie poszli spać, lecz Jezus - zgodnie ze swoim zwyczajem - rozpoczął modlitwę. Była ona Jego przyzwyczajeniem. I tak Jezus, Syn Boży, był ostatecznie namaszczony do służby. Jeżeli przez ten cały czas była Mu potrzebna modlitwa, to o ile bardziej konieczna jest dla nas.

Pewnego razu grupa turystów zwiedziła malowniczą wioskę. Jeden z nich protekcjonalnie zwrócił się do siedzącego pod płotem staruszka: "Czy w tej wiosce urodzili się jacyś wielcy ludzie?" "Nie - odpowiada nie podnosząc głowy - tylko same dzieci". Nawet najsławniejsi ludzie byli kiedyś dziećmi. Najwięksi święci kiedyś raczkowali w sprawach duchowych.

C. H. Spurgeon nawrócił się mając 16 lat. Jako dziewiętnastolatek rozpoczął wygłaszać kazania. Kiedy miał 27 lat, wybudowano dla niego kościół na 6000 miejsc, który zapełniał się w czwartkowe wieczory i w niedzielę. Jak? On czekał na Boga. Chodził z Nim. Uczył się i .... modlił.

Rozpaczliwa modlitwa

Bóg formował najwartościowszych ludzi w samotności. Znasz tajemnicę modlitwy? Modlitwa w skrytości. "Ale, ty gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą ...." /Mat.6.6/. Gdy drzwi są zamknięte i jesteś sam, nie możesz się popisywać. Nie możesz zaimponować swoimi darami. Łatwo wywrzeć wrażenie na ludziach, ale nie na Bogu.

W 1 Sam.1.1-15 znajdujemy opowiadanie o pójściu Elkany i jego żony do Sylo, aby tam złożyć ofiarę Bogu. Anna była bardzo przygnębiona z powodu bezpłodności. Wymieniony fragment Pisma bogato opisuje czas modlitwy w tej sprawie. Mowa jest o tym, że Anna płakała, że była zmoczona łzami. Wylała swoją duszę przed Panem. Jej serce było zmartwione, dusza zgorzkniała, wzburzona i duch pełen smutku. To nie mała lista nieszczęść. Kluczem do sprawy jest jednak to, że była kobietą, która modliła się. W 20 wierszu napisano, że wzięła swoją nagrodę. "Po upływie pewnego czasu Anna poczęła i porodziła syna, i dała mu na imię Samuel, gdyż - jak mówiła: Od Pana go wyprosiłam".

Często mówię coś, czego ludzie nie lubią, a mianowicie, że Bóg nie wysłuchuje każdej modlitwy, lecz tylko rozpaczliwej. Twoje życie modlitewne wskazuje, na ile polegasz na swoich zdolnościach i na ile rzeczywiście wierzysz w swoim sercu śpiewając: "Nie przynoszę niczego w mych rękach, trzymam po prostu Twój krzyż...." Im bardziej jesteś pewny siebie, tym mniej się modlisz. Jeśli brak ci tej pewności, to musisz się modlić.

Co o tym mówi Pismo? Że Bóg wybrał to, co jest niczym, aby to, co jest czymś, unicestwić. Tak właśnie pisze Paweł do Koryntian: ".....wybrał Bóg, w ogóle to, co jest niczym, aby to, co jest czymś, unicestwić" /1Kor.1.28-29/. Potrzebowalibyśmy tego "bycia niczym" w dzisiejszych czasach.

Język biednych

Modlitwa jest językiem biednych. Dawid, król izraelski, wiele razy powtarza: "Nakłoń Panie, ucha swego! Wysłuchaj mnie, bom ubogi i nędzny! /Psalm 86.1/. Czy pamiętacie wspaniały psalm, w którym mówi: "Ten biedak wołał, a Pan słuchał" /Ps.34.6/.

Duchowość Pawła, jego pochodzenie, ogromny intelekt były dla mnie zawsze przygniatające. A jednak mówi on, że kiedy jest słaby, wtedy jest silny. Wciąż starał się i sobie, i innym udowodnić, że jest nikim.

Prawdziwa modlitwa przebiega w dwóch kierunkach. Ja mówię do Boga, a On do mnie. Nie wiem w jaki sposób Duch powoduje łączność lub dlaczego Pan chce, abym się modlił, lecz tak właśnie On działa.

"Wstań i módl się"

Pewnego dnia uczestniczyłem w konferencji z dr Raymondem Edmondem z Wheaton College. Opowiadał nam o zdarzeniu, które przeżył jako misjonarz w Urugwaju. Niedługo po przyjeździe ciężko zachorował. Był umierający i właściwie przygotowano mu grób. Z ogromnymi kroplami potu na czole i przedśmiertnym charczeniem, nagle wstał i poprosił żonę, aby mu przyniosła ubranie. Nikt nie wiedział, co się stało.

Wiele lat później, gdy w Bostonie ponownie opowiadał o tym wydarzeniu, pewna starsza pani wstała i trzymając stary notatnik, zapytała: "Kiedy to się wydarzyło? Która godzina była w Urugwaju i w Bostonie?" Gdy odpowiedział jej zmarszczona twarz zajaśniała. Wskazując na swoją książkę, powiedziała: "Tutaj to mam. O godz. 200 w nocy Bóg powiedział do mnie, abym wstała i modliła się, ponieważ szatan chce zabić Raymonda Edmonda w Urugwaju". I ona zrobiła to.

Duncan Campbell opowiadał, że słyszał pewnego farmera modlącego się na polu. Modlił się o Grecję. Na pytanie dlaczego to robi, odpowiedział, że nie wie. Czuł, że powinien modlić się za kogoś w Grecji, kto znajduje się w niekorzystnej sytuacji. Modlił się tak długo, aż poczuł ulgę. Dwa czy trzy lata później był na spotkaniu z misjonarzem, który opisywał trudną sytuację, w jakiej znalazł się w tym samym czasie, kiedy farmer w Szkocji modlił się o kogoś, kogo w ogóle nie znał.

Może wydawać się, że Bóg czyni dziwne rzeczy. Nie należy się tym przejmować. Jeśli Bóg każe ci coś zrobić, rób!

Kto może wstąpić na górę Pana?

I oto kolejne opowiadanie Duncana Campbella o wydarzeniu, które miało miejsce w Szkocji:

"Nie mogłem głosić kazania - mówił - Nie mogłem dotrzeć do Boga. Niebiosa były nieprzeniknione. Sufit był jak ze stali". Zaniechał więc prób i poprosił młodego mężczyznę o modlitwę. Młodzieniec wstał i powiedział: "Jaki ma sens modlitwa, gdy nie jesteśmy w porządku wobec Boga?" Zacytował Psalm 24: "Kto może wstąpić na gorę Pana?" Nie możesz przystąpić do Boga, dopóki twoje ręce nie są czyste, co oznacza, że czysty jest twój stosunek do innych oraz twoje serce. "Któż może wstąpić na górę Pana? Kto ma czyste dłonie i niewinne serce" /Ps.24.3-4/.

Po przeczytaniu tego psalmu młodzieniec zaczął się modlić. Trwało to 10, 15, 20 minut. Nagle powiedział: "Wybacz Panie, przeciwstawię się szatanowi." Odwrócił się i zaczął mówić diabłu dokąd ma iść i jak się tam dostać. Walczył z całych sił. Potem znowu modlił się. Trwało to 45 minut. I stało się tak jakby w niebie włączono włącznik. Duch Boży zstąpił na tę społeczność, na salę taneczną na drugim końcu miasta i tawernę w pobliżu. Podczas tej modlitwy narodziło się przebudzenie.

Malachiasz mówi: "Potem nagle przyjdzie do swej świątyni Pan, którego oczekujecie" /Mal.3.1/. Pamiętacie co napisano o pasterzach? Pilnowali swoich stad, kiedy nagle usłyszeli głos niebieskich zastępów. Pamiętacie grupę ludzi w górnej sieni? Nagle z nieba powstał szum i Duch Święty zstępował na nich.

Jest pewna data historyczna, którą bardzo lubię. W środę ,13 sierpnia 1737 roku mała grupka osób na Morawach oczekiwała w modlitwie. O godz. 1100 nagle zstąpił Duch Święty. Wiecie co się stało? Spotkanie modlitewne, które rozpoczęło się o godz. 1100, trwało 100 lat. Właśnie tak. To miejsce modlitwy nie opustoszało przez całe stulecie. Jest to najdłuższa modlitwa o której mi wiadomo. Nawet 6-7 letnie dzieci usilnie modliły się za kraje, których nazw nawet nie potrafiły wymówić.

2. Dlaczego nie mamy przebudzenia?

W pewnym starym mieście w Irlandii z czcią pokazują miejsce, gdzie czworo młodych ludzi spotykało się co noc na modlitwie o przebudzenie. W górach Walii jest miejsce, gdzie 3-4 młodych ludzi w wieku18-19 lat spotykało się co noc na modlitwie. Nie pozwolili Bogu odejść, nie zgadzali się na "nie". Wymodlili przebudzenie robiąc tyle, ile jest możliwe dla człowieka. Jeżeli myślicie o przebudzeniu w waszym kościele bez poniesienia jakichkolwiek niedogodności, to lepiej zapomnijcie o nim. Przebudzenie dużo kosztuje.

Mogę wam podać prostą przyczynę tego, że w Ameryce nie mamy przebudzenia. Dzieje się tak dlatego, że zadawalamy się tym, co mamy. Nie szukamy Boga, lecz wielkich ewangelizacji i błogosławieństw. Mojżesz mówił do Boga: "Chcesz abym niósł ciężar, z którym sobie nie radzę. Zrób coś albo mnie zabij" /4Moj.11.14-15 - parafraza/. Czy kochamy swój kraj tak, aby powiedzieć: "Boże ześlij przebudzenie, albo mnie zabij?" Uważacie, iż nadszedł czas, aby modlitwę Patricka Henr'ego "Daj mi wolność lub śmierć" zmienić na "Daj mi przebudzenie lub śmierć"

W 30 rozdziale Genesis mówi się o zdesperowanej Racheli, która upadła przed Jakubem, mówiąc: "Daj mi dzieci, bo inaczej umrę". Czy jesteś gotów upaść przed Bogiem, prosząc Go o narodziny duchowych dzieci w twoim kraju?

Ludzie mówią: "Jestem wypełniony Duchem Świętym". Jeśli jednak Duch nie zrewolucjonizował twojej modlitwy, lepiej to sprawdź. Nie jest bowiem takie pewne, że otrzymałeś to, co Bóg chce, abyś otrzymał.

Mówimy, że modlitwy zmieniają tok wydarzeń. Nie, to nie one. Modlitwy odmieniają ludzi, a ci z kolei przeobrażają wydarzenia. Wszyscy chcemy, aby Gabriel wykonywała zadania. Bóg jednak mówi, abyś to ty czynił z Jego pomocą.

Musimy się upodobnić do Anny. Co ona robiła? Płakała, smuciła się, przedstawiała swoja skargę, pościła i - modliła się.

Dla Jezusa, Pomazańca Bożego, modlitwa była zwyczajem. Paweł, z jego pochodzeniem i intelektem był od niej zależny, ponieważ uważał się za słabego. Król Dawid nazwał siebie biedakiem, który woła do Boga. Anna modliła się o to, aby mieć syna, a urodziła proroka. Modlitwy kilku młodych mężczyzn przyniosły przebudzenie. Nic tak nie przeobraża jak modlitwa.

3. Gdzie są Eliasze Boży?

"Potem znowu modlił się i niebo spuściło deszcz i ziemia wydała swój plon"

Mamy dziś przywilej opublikować wyjątki z książki Leonarda Raivenhilla "Dlaczego opóźnia się przebudzenie?" Aczkolwiek tytuł tego artykułu jest również tytułem czwartego rozdziału tej książki, to jednak zawarte są w nim także wyjątki z innych rozdziałów. Publikujemy również obszerny fragment przedmowy, pióra A.W. Tozera - bliskiego przyjaciela Raivenhila. Dziękujemy Bogu za to, w jaki sposób użył tę książkę w naszym życiu i życiu wielu innych, aby objawić nam Swoją gorącą miłość do Kościoła. Modlimy się, abyście także i wy poczuli ten ogień."

Wielkie koncerny przemysłowe mają wśród swoich pracowników ludzi, którzy są potrzebni tylko wtedy, gdy gdzieś nastąpiła awaria. Gdy coś niewłaściwego dzieje się z pracującymi maszynami, ludzie ci, wkraczają do akcji, aby umiejscowić i usunąć "problem", i w ten sposób umożliwić prawidłową pracę tych urządzeń. Tacy ludzie nie są zainteresowani sprawnie działającym systemem. Są specjalistami zajmującymi się kłopotami i sposobami ich odkrywania oraz ich usuwania. W Królestwie Bożym dzieje się tak samo. Bóg zawsze miał Swoich specjalistów, dla których troską było moralne zepsucie, pogorszenie się życia duchowego, zdrowia narodu, czystości Kościoła. Do nich należeli Eliasz, Jeremiasz, Malachiasz i wielu im podobnych, którzy zjawiali się w krytycznych momentach historii, aby strofować, napominać i nawoływać w imieniu Boga i sprawiedliwości. Tysiąc, albo nawet dziesięć tysięcy kapłanów, bądź pastorów lub nauczycieli mogło w ciszy pracować kiedy duchowe życie Izraela bądź Kościoła toczyło się normalnie. Ale gdy tylko ludzie Boga schodzili ze ścieżek prawdy, natychmiast pojawiał się prawie znikąd specjalista w/w rodzaju. Jego instynkt wyczulony na kłopoty sprawiał, że stawał się on Bożą pomocą dla Izraela. Taki człowiek był drastycznym i radykalnym, być może czasami gwałtownym. Ciekawski tłum, który zbierał się aby obserwować jego działanie, prędko nakładał na niego piętno ekstremisty, fanatyka, kogoś negatywnego. W pewnym sensie miał rację. Człowiek ten, zgodnie z wymogami chwil, był surowy i nieustraszony, a umysł jego skierowany był tylko w jednym kierunku. Niektórych szokował, przerażał innych i wielu zraził, ale wiedział Kto go wezwał i w jakim celu został powołany. Jego powołanie było nakierowane na krytyczne momenty, co czyniło go odmiennym człowiekiem. Takim ludziom jak ci, Kościół dłużny jest zbyt wiele, aby mógł coś spłacić. Ciekawą rzeczą jest to, że on rzadko próbuje spłacić takiemu człowiekowi dług za jego życia, ale następne pokolenie buduje mu grobowiec, spisuje jego biografię, aby jak gdyby instynktownie i niezręcznie wywiązać się z obowiązku, który poprzednie pokolenie w dużym stopniu zignorowało. Taki człowiek nie jest łatwym towarzyszem. Zawodowy ewangelista, który opuszcza pełne Ducha spotkanie zaraz po jego zakończeniu, by pospieszyć do najdroższej restauracji w mieście, aby ucztować i opowiadać kawały wraz ze swoimi sponsorami, będzie myślał o kimś takim z zakłopotaniem, gdyż nie można powstrzymać działającego Ducha, tak jak zamyka się kurek z wodą. On nalega na bycie chrześcijaninem przez cały czas i w wszelkich okolicznościach. I to także czyni go odmiennym. Pozostawanie neutralnym jest dla niego niemożliwe. Ci, którzy go znają są podzieleni na dwie grupy: tych, którzy kochają go i podziwiają i tych, którzy nienawidzą go doskonałą nienawiścią.

- A. W. Tozer - (Z przedmowy do " Dlaczego opóźnia się przebudzenie?")

Gdy przychodzimy do Boga w modlitwie, diabeł wie, że przychodzimy po to, aby zdobyć moc przeciwko niemu i dlatego przeciwstawia się nam jak tylko może.

- R . Sibbes -

Na pytanie: "Gdzie jest Pan Bóg Eliasza?" odpowiadamy: "Tam, gdzie był zawsze - na tronie!" Ale jak odpowiemy na pytanie: "Gdzie są Eliasze Boży?" Wiemy, że Eliasz był "człowiekiem podobnym do nas", ale niestety my nie jesteśmy takimi jak on - mężami modlitwy. Bóg omija ludzi nie z powodu ich zbyt dużej ignorancji, ale dlatego, że są zbyt samowystarczalni. Bracia, nasze zdolności są naszymi przeszkodami, a talenty kamieniami, o które możemy się potknąć. Eliasz pojawił się na scenie Starego Testamentu niespodziewanie jako dojrzały człowiek. Przed jego pojawieniem, królowa Jezabel, córka piekła, rozgromiła kapłanów Boga, a zamiast nich na terenie całego Izraela pojawiły się święte gaje poświęcone bożkom. Ciemność pokryła kraj i ludzi, którzy pili niegodziwość jak wodę. Każdego dnia ten kraj skalany pogańskimi świątyniami i bałwochwalczymi ceremoniami, widział wznoszący się dym z tysięcy okrutnych ołtarzy. Eliasz żył z Bogiem. Myślał o grzechu swego narodu jak Bóg, ubolewał nad nim jak Bóg i występował przeciwko niemu jak Bóg. Był pełen pasji w modlitwach i w demaskowaniu zła w kraju. Nie wygłaszał "gładkich" kazań, gdy występował publicznie ogarniała go pasja, a jego słowa padały na serca ludzkie, tak jak ciekły metal na ich ciała. Bracia, jeśli będziemy czynili dzieła Boże, w sposób Boży, w Bożym czasie, i Bożą mocą, to będziemy błogosławieni przez Boga i przeklinani przez diabła. Gdy Bóg otwiera okna niebios, aby nam błogosławić, szatan otwiera okna piekła, aby nas przeklinać. Boży uśmiech jest równoważony szatańskim zmarszczeniem brwi. Zwykli kaznodzieje mogą komuś udzielić pomocy i nikogo nie zranić, ale prorocy poruszą wszystkich, a niektórych doprowadzą do szału. Kaznodzieja może iść z tłumem, prorok idzie naprzeciw mu. Człowiek uwolniony, rozpalony i napełniony Duchem nie będzie uważany za patriotę, gdyż występować będzie przeciwko grzechom swego narodu, ani też za miłego, gdyż jego język jest niczym obosieczny miecz. Kaznodzieje osławiają ambony, z których wygłaszają kazania, prorocy zaś więzienia. Ach, bracia kaznodzieje, kochamy starych świętych, misjonarzy, męczenników, reformatorów: naszych Lutrów, Bunyan'ów, Wesley'ów, Asburys'ów. Piszemy ich biografie, podziwiamy ich wspomnienia, oprawiamy ich epitafia i budujemy pomniki. Uczynimy wszystko, prócz pójścia w ich ślady. Kochamy ich ostatnią kroplę krwi, ale ostrożnie uważamy, aby nie stracić naszej - chociaż jednej. Próbujemy pomóc Bogu wydostać nas z trudności. Pamiętajcie o Abrahamie, który też próbował to czynić, w wyniku czego do dzisiaj ziemia jest przeklęta jego nierozsądnym postępowaniem z Ismaelem. Z drugiej stony widzimy Eliasza, który utrudniał Boże działanie jak tylko mógł. Chciał aby spadał ogień z nieba, ale zmoczył ofiarę wodą. Bóg kocha taką świętą odwagę w naszych modlitwach. "Proś Mnie a dam ci narody w dziedzictwo i krańce świata w posiadanie /Ps. 2.8/. Ach, moi bracia pastorowie! Wiele naszych modlitw to nic innego jak dawanie Bogu rad. Nasze modlitwy są splamione ambicją, zarówno jeśli chodzi o nas samych jak i nasze denominacje. Niech to zniknie! Naszym celem jest sam Bóg. To Jego cześć jest bezczeszczona, Jego błogosławiony Syn jest ignorowany, Jego prawa łamane, Jego imię profanowane, Jego księga zapomniana, Jego dom uczyniony miejscem towarzyskich zebrań. Czy Bóg kiedykolwiek potrzebuje więcej cierpliwości do swoich dzieci, niż wtedy, gdy one się modlą. Mówimy Bogu co i jak ma robić. Sądzimy i oceniamy w naszych modlitwach. Mówiąc krótko, robimy wszystko oprócz modlitwy! Żadna szkoła biblijna nie nauczy nas tej sztuki. Nie znajdziemy w żadnej z nich tego przedmiotu nauczania. Najważniejszą rzeczą jaką może człowiek przestudiować, to modlitewna część Biblii. Zdejmijmy ostatni bandaż i przyznajmy się, że wielu z naszych rektorów i nauczycieli się nie modli, nie wylewa łez, nie zna bóli porodowych. Czy mogą nauczyć nas czegoś czego nie znają. Człowiek, który potrafiłby nakłonić wierzących do modlenia się, zapoczątkowałby pod kierownictwem Bożym największe przebudzenie jakie znał świat. Nie możemy za to winić Boga, bo On jest mocnym, aby to uczynić. Bożym problemem dzisiaj nie jest komunizm, ani liberalizm, ani modernizm. Bożym problemem jest martwy fundamentalizm.

"A tak, żeś letni, a nie gorący, ani zimny wypluję cię z ust moich."

Obecna generacja kaznodziei jest odpowiedzialna za obecne pokolenie grzeszników. Przed bramami naszych kościołów stoją niezdobyte masy, niezdobyte ponieważ nie umiłowane. Dzięki Bogu za wszystko, co jest robione dla zamorskich misji. Jednakże jest "dziwnie prawdziwe" to, że więcej "pozornie" troszczymy się o ludzi po drugiej stronie oceanu, niż o swoich sąsiadów ginących po drugiej stronie ulicy. Przy całym naszym ewangelizowaniu nawracają się tylko setkami, ale gdy spadnie bomba atomowa to miliony pójdą do piekła. Dzisiaj grzechowi nadaje się uroku, i popularyzuje się go. Przez radio wtłacza się go do ucha, do oka przez telewizję i okładki czasopism. Chodzący do zboru, zmęczeni nauczaniem i kazaniami opuszczają spotkania w takim samym stanie jak weszli - bez wizji i pasji! O Boże, daj temu ginącemu pokoleniu dziesięć tysięcy Janów Chrzcicieli. Tak jak Mojżesz nie mógł pomylić widoku płonącego krzewu, tak naród nie może źle zrozumieć widoku płonącego duchem człowieka. Bóg łączy ogień z ogniem. Jan Chrzciciel był nowym człowiekiem z nowym posłaniem. Tak jak człowiek oskarżony o morderstwo, słysząc straszny głos sędziego "Winny"- blednie, tak tłum słyszał wołanie Jana: "Upamiętajcie się!" Słowa te przeniknęły przez ich myśli, poruszyły pamięć i sumienie, przyprowadzając ich dotkniętych przerażeniem do upamiętania i chrztu. Po dniu Pięćdziesiątnicy gwałtowny atak Piotra, odświeżonego płomiennym chrztem Ducha poruszył tak bardzo tłum, iż jeden z ludzi wykrzyknął: "Mężowie bracia, co mamy robić?" Wyobraźcie sobie kogoś mówiącego to tych ludzi: "Po prostu podpisz kartę! Uczęszczaj regularnie do zboru! Płać dziesięcinę!" Nie, po tysiąckroć - nie!

"O mój Boże! Jeśli przez naszą kulturalną niewiarę, teologiczny mrok i duchową bezsilność zasmuciliśmy i wciąż zasmucamy Twego Ducha, to w Twym miłosierdziu wypluj nas ze Swych ust. Jeśli nie możesz uczynić nic z nami i przez nas, to proszę Boże, zrób coś bez nas! Omiń nas i zdobądź ludzi, którzy jeszcze Cię nie poznali."

4. Gniewajcie się lecz nie grzeszcie

Jeśli w ogóle chodzisz do zboru, to na pewno usłyszysz tysiąc kazań o "byciu pełnym Ducha" /Ef.5.18/, a tylko jedno kazanie na temat "Gniewajcie się, ale nie grzeszcie" /Ef.4.26/. To jest nakaz! To nie jest obrona dla naszego złego usposobienia. To nie jest wymówka usprawiedliwiająca wybuch zgorzkniałości z twojego zranionego ego, tym, że zostałeś odrzucony. Mówię tu o Świętym Gniewie. Bóg wpada w gniew: "Wtedy Pan rozgniewał się na Mojżesza" /2Moj.4,14/. "Bóg gniewa się na bezbożnego każdego dnia" /Ps.7.12/. Jeśli masz nalepkę na zderzaku, spróbuj umieścić na niej ten ostatni werset, ale zanim to zrobisz upewnij się, że zwiększyłeś swoje ubezpieczenie.

Błogosławiony kaznodzieja św. Paweł spacerował sobie główną ulicą Aten - intelektualnej stolicy świata w jego czasach. Dz.Ap.17.16 mówią w wersji King James: "Jego duch był w nim poruszony, gdy zobaczył miasto całkowicie oddane bałwochwalstwu". The Amplified wyraża to w ten sposób: "Gdy Paweł oczekiwał ich w Atenach, jego duch był zasmucony i wzbudził się w nim gniew, gdy ujrzał, że miasto jest pełne bałwanów". Trzeba aby taki gniew powrócił dziś do nas. Przyznaję tu, że jestem pełny gniewu dlatego, że Chrystus jest raniony w domu Jego przyjaciół. Oto przykład:

Mniej niż 100 km od naszego domu jest miasto Dallas - "Ateny" teologów. Dlatego jesteśmy łatwo atakowani przez studentów, którzy studiują w tamtejszych seminariach. Są oni strapieni, rozgoryczeni i przygnębieni niskim poziomem duchowości w swoich klasach. Profesor w takim seminarium mówi przyszłym pastorom: "Pamiętajcie, że kaznodziejstwo jest teraz zawodem." Teraz kaznodzieja ma ten sam status co doktor lub wyuczony prawnik. Precz z taką filozofią! Kaznodziejstwo nie jest zawodem - jest pasją. Paweł wyznacza standard: "Biada mi, jeśli nie głoszę ewangelii". Jestem zły, że ci profesorowie tak nauczają a świat śmieje się z naszego powołania. Ale żaden człowiek powołany do kaznodziejstwa nie potrzebuje symbolu swego urzędu. Przez samą naturę swego wezwania, jest on w "najwyższym" powołaniu. Również jestem zły, gdy czytam wypowiedź Bruce Cooki'a - byłego agenta reklamowego "Coca-Coli", który kierował kampanią "Znalazłem to". Oto ta jego okropna wypowiedź: "Na początku istnienia Kościoła, w Jerozolimie Bóg uczynił cud w Dzień Pięćdziesiątnicy. Chrześcijanie nie posiadali wówczas osiągnięć technicznych i mediów, więc Bóg musiał włożyć tam trochę ponadnaturalnej pracy. Ale dziś, z naszą technologią, mamy okazję stworzyć ten sam rodzaj zainteresowania w świeckim społeczeństwie". Ta fatalna interpretacja jeży mi włos na głowie. Więc klawisze i nowoczesne media tak samo nadają się do rozpoczęcia niebiańsko-zrodzonego duchowego przebudzenia jak nadawała się inwazja z Nieba do Górnego Pokoju. Czyż to nie jest "chrześcijański humanizm". My jesteśmy zdolni wykonać te same rzeczy co Duch Święty?

Homoseksualni "chrześcijanie"

Jestem zły, gdy czytam list od mojego przyjaciela i sąsiada Dawida Wilkersona zawiadamiający o tym prawie niewiarygodnym zboczeniu. "Homoseksualiści w chwili obecnej twierdzą, że mają więcej niż 50.000 członków w swoich zupełnie homoseksualnych kościołach. The Metropolitan Community Church jest jedną z wielu homoseksualnych denominacji powstających w całym kraju. Wysłałem obserwatora na jeden z ich corocznych zjazdów "Ducha Świętego" w Dallas, Texas. Co za niewiarygodne bluźnierstwo. Każdy mężczyzna dostał paczkę, która zawierała wśród innych rzeczy, dwa pisemka z nagimi mężczyznami i listę wszystkich homoseksualnych "lokali" w Dallas - aby delegaci, po zakończeniu wieczornego nabożeństwa mogli pójść do wybranego przez siebie "lokalu" i umówić się z kochankiem na noc. I ci delegaci nazywają siebie pastorami. A jak oni śpiewali! Chwalili Pana z entuzjazmem, ale ich ewangelista przekręcił Ewangelię ponad wszelkie możliwości. Powiedział: "Oczywiście Paweł przeklął ludzi, którzy zmienili przyrodzone obcowanie i zapałali żądzą do tej samej płci. Ale tu nie chodzi o nas. My nic nie zmienialiśmy. Tacy już się urodziliśmy. Więc, wyjdźcie ze swoich klozetów. Bądźcie napełnieni Duchem Świętym i cieszcie się swoją homoseksualnością".

Mój gniew nad tym się powiększa, gdy czytam, że cięcia w federalnych wydatkach spowodują to, iż niektórzy starzy ludzie utracą swoje posiłki. Jednak 5.05.1981 r. "federalni ludzie" dali Metropolitan Community Church 380.000 dolarów pochodzących z naszych podatków na prowadzenie centrów przesiedleńczych dla homoseksualnych uchodźców z Kuby. /Niech tylko prawdziwy Kościół Jezusa spróbuje wydostać od rządu jakieś pieniądze na ratowanie ludzi przed wiecznym piekłem!/

Oczyścić Amerykę?

Jestem zły gdy słyszę, jak kaznodzieje wołają z emocją w głosie: "Pomóżcie oczyścić Amerykę", ale nie ośmielają się próbować oczyścić Kościoła - pełnego zmysłowości. Jestem zły i zasmucony, gdy widzę kaznodziei narzekających w TV dlatego, że ich zarobki się zmniejszają, ale nigdy nie widziałem ich płaczących w TV nad milionami straconych dusz, do których każdego tygodnia adresują swe programy. Bóg przedstawiany w TV jest nieszkodliwym, nic nie wymagającym Bogiem, chcącym dawać i niczego nie żądającym w zamian. Nie ma potrzeby, aby brać swój krzyż i podążać za Nim.

Nicholas Van Hoffman redaguje wnikliwą rubrykę na temat "dzisiejszego<...> Boga". Przeczytaj ten fragment, przeczytaj dwa razy, a może zapłaczesz, gdy pisze on o pospolitym ukazywaniu Świętego Bóstwa. Oto ten fragment:

"<...> Bóg ukazywał się milionerom na kursach golfowych. Ukazuje się On politykom przy ceremoniach przecięcia wstęgi i klerykom wzywającym w narodowej TV do uczestnictwa w zebraniach Demokratów, czy też Republikanów. Jego obecność jest odczuwalna podczas Tygodnia Braterstwa i zebrań Rotarian. Jest On martwym bóstwem, o którym mówił prezydent Carter sugerując, że pokój mógłby być ustanowiony w Środkowym Wschodzie, ponieważ zarówno prezydent Egiptu jak i premier Izraela czcili Wielkiego <...> Boga."

"<...> Bóg nie ma żadnej teologii, o której można by rozmawiać będąc Śmietanką Pszenicznej boskości. Nie ma On żadnego kredo, żadnych dogmatów wiary, niczego, co mogłoby utrudnić wierzącemu i niewierzącemu pochylić swoją głowę, gdy jakiś przewodniczący powie nam, że Reverend, Rabbi, Ojciec, Mutbi będzie przewodniczył w nieszkodliwej modlitwie, gdyż ten bóg publicznych uroczystości nie jest zazdrosnym bogiem. Możesz nawet wezwać go do otwarcia zjazdu prostytutek, a on/ona albo to się nie obrazi."

"Bóg Rotarian, Bóg Klubu Optymistów, Obrońca Systemu Buddy, jest Panem świeckiego rytuału, koniecznych, lecz hipokryzyjnych form i formalności, które uciszają szyderców i powodujących rozłamy. Bóg jest wygodnym Bogiem, którego prawa nie są wyryte na kamiennych tablicach, ale napisane na piasku, otwarte na poprawki, zastrzeżenia, wymazania. Jest Bogiem, który pójdzie z tobą na kompromisy, udzieli pozwoleń i nazwie wszystkie wojny i pokoje świętymi."

Większy gniew

Mój Święty Gniew i palące oburzenie są podsycane przez artykuły w stylu tych, które wychodzą spod pióra "Mądrego człowieka" ze wschodu i są pisane w Centrum Medytacji, które nosi jego imię.

"Sex - nigdy się mu nie opieraj". Nigdy nie bądź przeciwko niemu, ale raczej zagłębiaj się w to z miłością i jasnością. Wgłębiaj się weń jak odkrywca. Szukaj wszystkich zakamarków i kątów twej seksualności. Gdy to uczynisz będziesz zdziwiony, ubogacony. Znając swoją seksualność pewnego dnia odkryjesz swoją duchowość [albo zarazisz się chorobą weneryczną - przypis L. Ravenhilla] i staniesz się wolnym. W przyszłości inaczej będzie się myśleć o seksie. Będzie on bardziej zabawą, radością, będzie bardziej zabawą niż aferą, jaką był on w przeszłości. [Poważna afera wyżej wspomniana z pewnością oznacza małżeństwo]. Sex jest po prostu początkiem a nie końcem. Ale jeśli stracisz początek, to i również koniec".

Co za logika i ostrzeżenie! Dlaczego nie traci się końca, który jest męką tutaj i w przyszłości? Zastanawiam się co myślą o tym ludzie, którzy wypróbowali wyżej opisaną rzecz. Czy autor tego artykułu prowadzi "krucjaty przebudzeniowe z żywymi <<świadkami>> opowiadającymi o ich szybkiej emancypacji z bandażu czystości i dobrego sumienia"?

Zachowajcie czyjeś dzieci?

Nie jestem zły z powodu tego, że chłopcy z "Moral Majority" urządzają kampanie przeciw aborcji. Ale jestem zły, gdy ci sami ludzie, którzy mówią: "Zachowajcie NASZE dzieci" wrzeszczą: "Budujcie więcej większych bombowców". To prawda! Niszczycie dzieci w innych krajach, przenosząc ich do wieczności, bądź czyniąc je nieszczęśliwymi kalekami okaleczonymi przez "NASZE" bombowce. To nie pasuje.

Jestem zły z powodu tego, że kaznodzieje grzmią ze swoich ambon przeciw politycznym niesprawiedliwościom, ale tylko szepcą o złych czynach w swoim środowisku. Jestem zły, że grzech nie jest nazywany po imieniu. Bóg nie stara się znaleźć żadnych łagodnych nazw dla grzechu, więc powróćmy do języka Biblii. "Wróżbiarze w świecie i łagodni mówcy za pulpitem" są równie niebezpieczni. Teraz mówimy o słabościach, niesprawiedliwości. Niegodziwość nazywamy słabością, cudzołóstwo - skokiem w bok, żądze - miłością. Sodomia jest nazywana "gay". Prostytutka nie jest nazwana cudzołożnicą, ale "dziewczyną na telefon". Wyżej wymienione słowa nie są dobre na każde kazanie, ale posiadają one pewien rodzaj potępienia i hańby, który sprawia, że kaznodzieje niechętnie ich używają, /a grzesznicy - słuchają/. Ale Biblia je używa.

Jestem zły, gdy kaznodzieje mówią "Zeszłego tygodnia mieliśmy najlepszy koncert. Grupa 'The ZYX Singers' przyjechała do naszego zboru. Musieliśmy do głównej sali wstawić dodatkowe krzesła, a mimo to ludzie stali jeszcze w przedsionku". Jednak ten sam popularny, cieszący się powodzeniem zbór może na spotkanie modlitewne przeznaczyć najmniejszy pokój, i mimo to z łatwością wszystkich pomieści. Co za policzek dla odpowiadającego na modlitwy Boga! Co za publiczna deklaracja, że ofiara od patronów koncertu jest ważniejsza od modlitwy!

Jestem zły na ludzi, którzy nie dają swych własnych pieniędzy Panu, a zamieniają Jego Dom w pchli targ, aby zwiększyć fundusze zborowe. I uwierzcie mi, jestem poruszony, chory i zły, gdy próbuję zrozumieć to, iż 90 % głoszenia Ewangelii jest skierowane do zaledwie 10 % ludności świata.

Mormoni zdobywają "więcej ludzi"

"Newsweek" z 27.04.1981 r. pisze: "W tym roku Mormoni założą więcej placówek misyjnych - około 30.000 - niż jakikolwiek kościół USA.." . Ich celem jest praca 16 godzin dziennie, 6 dni w tygodniu, przy głoszeniu Ewangelii wg Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych Dni Ostatnich. [Teraz zwróć uwagę na dyscyplinę, jaka temu zadaniu towarzyszy - L.R.]. Dyscyplina nałożona na misjonarzy mormońskich jest tak unikatowa jak ich przesłanie: żadnego kina, TV, popularnej muzyki, żadnych rozmów z dziewczynami, żadnych randek, zero wychodzenia gdziekolwiek samemu. Pod tym prawie wojskowym regulaminem misjonarze Mormonów rozpropagowali wiarę w USA i na 6 kontynentach.

Jestem zły z powodu tej fałszywej gorliwości. Jestem zaniepokojony i bardzo zmartwiony tym, że musimy organizować tak wiele Obozów Młodych Chrześcijan na wzór małych olimpiad, aby przyciągnąć dzieci do tak zwanych studiów biblijnych. Czy ośmielamy się próbować odciągnąć nasze dzieci od TV, sportu itd., i sprawić aby przez tydzień skoncentrowały się na rzeczach wiecznych. Byłoby o wiele poprawniej z tym naszym naciskiem na sport i programy zborowe, zborowe ligi kręglarstwa i baseballu, gdybyśmy śpiewali "Naprzód chrześcijańscy sportowcy - zapomnijcie o wojnie - spójrzcie na nagrody - o które walczycie".

Jestem zły, kiedy myślę, że rząd będzie dotował wysiłki naukowców w kwestii "Skąd wziął się człowiek", ale nie da dziesięciu centów w celu powiedzenia ludziom, dokąd zmierzają.

Boże! Ochrzcij nas Świętym Gniewem, który poprowadzi nas do niepokojącego piekło i dosięgającego nieba - wstawiennictwa". Wszystkimi tymi smutnymi wydarzeniami, o których wyżej wspomniałem zaopiekowałby się wówczas przekonujący o grzechu Duch Święty.

Jestem zły dlatego, że diabeł jest monopolistą tego wieku. Jestem zły, że Kościół wciąż śpi. Jestem zły, że Kościół w wielu /a być może w większości/ przypadkach stał się centrum naukowym. Panie, miej miłosierdzie! "Czy nie ożywisz nas znowu, aby Twój lud rozradował się w Tobie" /Ps.85.7/.

Nie walczymy

Czyż nie jesteśmy próżniakami? O ile mogę zauważyć, przy sędziowskim tronie Chrystus nie będzie żadnych medali dla próżniaków. Drogi czytelniku, ty i ja uświadamiamy sobie, że jesteśmy właśnie o jedno uderzenie serca od ustalonej godności - nagrody. Czy jest to powodem do radości, czy raczej wstydu?

Pewnej nocy Napoleon Bonaparte złożył samotną, niespodziewaną wizytę w placówce wartowników na jednej z ważniejszych pozycji jego pola bitwy. Ukradkiem przesuwał się w szarym świetle poranka. Jeden wartownik po drugim natychmiast reagowali prawidłowo. W końcu, przebiegły żołnierz zakradł do strategicznego miejsca. Nie było tam żadnego wartownika, który powinien zareagować. Przebiegły Napoleon podszedł bliżej i zauważył parę wysuniętych spod kopy zboża butów a obok nich oparty karabin. Nie poczynił żadnego komentarza - po prostu podniósł karabin i sam stanął na straży, czekając na przebudzenie drzemiącego żołnierza . W końcu zboże poruszyło się, i zaraz wyskoczył winny obrońca rzucając się do broni, której nie było. Możesz wyobrażać sobie jego zmieszanie i zmartwienie? Cóż za gorycz i druzgocące doświadczenie - być przyłapanym przez Napoleona na drzemce!

Kiedy Pan Chwały powróci, czy zastanie On nas Chrześcijan śpiącymi na naszym posterunku? Jan Apostoł ostrzega, abyśmy nie byli zawstydzeni przed Nim w dniu Jego przyjścia.

Dobrze pamiętam konferencję biblijną w Anglii gdzie stałem na podium obok pomarszczonej starszej pani. W jej oczach było dalekie spojrzenie i łzy kapały kiedy setki ludzi śpiewało:

"Twa miłość zmusza mnie by iść i szukać zgubionych;
Poddaję, O Panie, wszystko Tobie, by zbawić za każdą cenę."

Tą "wybraną panią," znaną w więzieniu i z bliznami od duchowej bitwy, nie był nikt inny niż Marechale, najstarsza córka William Booth'a, założyciela Armii Zbawienia. Ona napisała strofy powyższej pieśni, jako część pięknego hymnu.

"Czy zastanie On nas Chrześcijan śpiącymi na naszym posterunku? "

Wszechstronność Pawła może wprawić w zdumienie. W Liście do Tesaloniczan ten sam człowiek który szturmował drogę do Damaszku jest "łagodny jak baranek". W Liście do Rzymian objawia jasność swojego prawniczego umysłu, a w Liście do Koryntian jest on "mądrym mistrzem budowniczym." W Liście do Tymoteusza, Paweł jest żołnierzem Jezusa Chrystusa. Wiele lat później sławny angielski gracz w krykieta, C.T.Studd, który opuścił boisko sportowe dla pola bitwy światowej ewangelizacji, zwykł kpić z bycia jak on to nazywał "czekoladowymi żołnierzami." W swoich "Osobliwych Rymach Byłego Gracza w Krykieta," ma taką piosenkę:

Wstawajcie, wstawajcie dla Jezusa, wy żołnierze Krzyża,
Leniwy niedzielny poranek pewnie oznacza szkody i straty,
Kościół Boga woła: w obowiązku nie bądź ospały,
Nie można dobrze toczyć dobrej walka leżąc na plecach."

Stwierdźmy jasno: Nie żyjemy w czasach wojowniczego chrześcijaństwa. Stwierdzenie to wprawia wielu ludzi w stan duchowego niezadowolenia, ponieważ wierzą, iż Pan dokonał całej walki. (Przerażająca filozofia!) Oni gładko mówią, "Bój już został wygrany na Golgocie." To fakt, Chrystus zwyciężył, ale nie eliminuje to ludzkiej odpowiedzialności. Głupota tej filozofii poraziła ostatnio mój umysł, kiedy odwiedzałem trudne pola misyjne. Ludzie nie oczekują, że nasi żołnierze na pierwszej linii ziemskiego frontu wyprodukują swoją własną amunicję i wystrzelą ją w kierunku walczącego wroga. Na polu bitwy misji stale słyszeliśmy o braku zwycięstwa, kiedy ludzie w domach przestawali się modlić. Nowy misjonarz jest przytłoczony z powodu konieczności przystosowania się do nowych warunków. Jego umysł musi dostosować się do nowego języka; jego duch musi przystosować się do pogańskiej atmosfery, jego apetyt musi dostosować się do nowego rodzaju żywności; jego dusza musi dopasować się do nowych emocji. Wszystko jest nowe - nowe presje, o których mu się nie śniło, nowe ciężary, o których nigdy nie myślał, nowe fizyczne wyzwania. Poza tym, nowy misjonarz musi swoje wypocić w modlitwie, aby zwyciężyć z wrogami okopanym przez tysiąclecia, którzy uparcie opierają się wyrzuceniu. Tymczasem my w naszych domach zawodzimy w modlitwie. Jesteśmy próżniakami, i o ile mogę zauważyć, przy sędziowskim tronie Chrystus nie będzie żadnych medali dla próżniaków. Drogi czytelniku, ty i ja uświadamiamy sobie, że my właśnie jesteśmy o jedno uderzenie serca od ustalonej godności - nagrody. Czy jest to powodem do radości, czy raczej wstydu ?

Pewien misjonarz tak napisał, "Na wielu polach misyjnych nie brak nowych misjonarzy, którzy posiadają wiedzę techniczną. "Oczywiście wiedza technologiczna do budowy, kształcenia, i tym podobne, nie ma być pogardzana, ponieważ są kraje, gdzie nie można wjechać po prostu jako misjonarz ewangelii. Musi on być rzemieślnikiem. Niemniej jednak, dzisiaj misjonarz woła, "Potrzebujemy ludzi z płonącymi sercami, ludzi którzy mogą pukać do drzwi, lub wlec się po buszu, ludzi motywowanych przez święte współczucie dla dusz."

Nie wątpię że wielu chrześcijan, którzy czytają ten rozdział będzie lamentować, że nie są odpowiedni dla pracy w obcym kraju. Inni będą lamentować, że chociaż ukrzyżowali ciało i jego żądze, to zaniedbali fragment tekstu, który żąda ukrzyżowania ich uczuć. Nie chodzi tu o to, że to żądanie ukrzyżowania jest twarde dla młodych ludzi. Ale ludzie, którzy zostali powołani do ziemskiego pola bitwy, ukrzyżowali swoje uczucia. W czasie ostatniej wojny, widziałem rzeki łez, kiedy ludzie opuszczali nasz kraj dla błota i krwi pola bitwy. Atleta mógłby wrócić z pogruchotanym ciałem, mógłby wrócić oślepiony, mógłby wrócić z flagą ponad nim - ale co z tego? Ryzyko było na zimno przekalkulowane, ponieważ Anglia była w niebezpieczeństwie.

Niektórzy ludzie, którzy przez lata odczuwali brak domowego komfortu, by walczyć na ziemskim polu bitwy, teraz nie pozwolą sobie nawet na komfort opuszczenia jednej nocy, by modlić się o pola misyjne. Dzisiaj tyle płynie fizycznej pociechy z modlitwy. (Nasze kościoły są bardziej uwarunkowane klimatyzacją dobrze są ogrzane i niż uwarunkowane modlitwą) Nie tak było w przypadku Davida Brainerda. Samotny las zagrzebany w śniegu, widział go pogrążonego w smutku, ze złamanym sercem nad wyjętymi z pod prawa, niemoralnymi, pijanym Indianami. O naszym Zbawicielu ktoś napisał, "Długie noce i chłodne górskie powietrze były świadkami żarliwości Jego modlitwy."

"Modlitwa musi mieć pierwszeństwo. Modlitwa musi być naszym ryglem, by zamykać noc, naszym kluczem, by otwierać dzień."

Modlitwa jest bojem. Czy mogłoby tak być, że w naszych kościołach, ponad drzwiami większości naszych pokojów modlitwy byłyby słuszny slogan "Nie Walczymy" ? W kościołach często widzę spisane nazwiska atletów, którzy będą grać w piłkę, ale ja chciałbym widzieć tych "umięśnionych ludzi", działających tam gdzie siła rzeczywiście liczy się - w miejscu modlitwy. Modlitwa przybiera fizyczną formę, modlitwa dotyka nerwów; modlitwa angażuje całego człowieka. Modlitwa musi mieć pierwszeństwo. Modlitwa musi być naszym ryglem zamykającym noc, a naszym kluczem otwierającym dzień. Modlitwa jest potęgą. Modlitwa jest bogactwem. Modlitwa jest zdrowiem duszy.

"Modlitwa jest szczerym pragnieniem duszy, wypowiedziana lub nie wyrażona słowami, ruchem ukrytego ognia, który drży w piersi. Modlitwa powoduje że ciemne chmury cofają się; modlitwa wspina się po drabinie, którą widział Jakub, modlitwa ćwiczy wiarę i miłość, przynosi każde błogosławieństwo z góry."

Czy ludzie okaleczeni w ziemskiej wojnie będą nazywać Chrześcijan "czekoladowymi żołnierzami", ponieważ boimy się głębokich cięć, jakie nieprzyjaciel dusz mógłby nam zadać? Broń Boże! Czy ludzie, których serca krwawiły, kiedy opuszczali żony i dzieci (większość z biletem w jedną stronę) doznają od nas potępienia, za to, że w największej wojnie jaką świat kiedykolwiek widział, i dla największego Kapitana czasu i wieczności, nie moglibyśmy podnieść się do modlitwy ani opuścić łóżka choć na jedną noc? Ponownie cytuję Pismo Święte: "Broń Boże!"

Kiedy Apostoł Paweł mówi, "Niektórym brak poznania Boga; Mówię to wam ku zawstydzeniu" Czy miał on na myśli ciebie ?

5. Sędziowski Tron Chrystusa - Sąd nad wierzącymi

"Wszak wszyscy staniemy przed sądem Bożym" /Rzym. 14.10/

"Albowiem współpracownikami Bożymi jesteśmy, wy rolą Bożą, budowlą Bożą jesteście. Według łaski Bożej, która jest mi dana, jako mądry budowniczy założyłem fundament, a inny na nim buduje. Albowiem fundamentu innego nie można założyć, oprócz tego, który jest założony, a którym jest Jezus Chrystus. A czy ktoś na tym fundamencie wznosi budowlę ze złota, srebra, drogich kamieni, z drzewa, siana, słomy, to wyjdzie na jaw w jego dziele, dzień sądny bowiem to pokaże, gdyż w ogniu się objawi, a jakie jest dzieło każdego, wypróbuje ogień. /1 Kor. 3.9-13/."

Powyższe wersety mówią o dniu, w którym wszyscy wierzący staną przed Panem. Wtedy każdy Jego naśladowca zda sprawę ze swego życia i uczynków przed samym niebem. Zauważ co tu jest napisane: "a jakie jest dzieło każdego wypróbuje ogień". Nie jak wiele pracy, ale - jaki jej rodzaj. Nie ilość, ale jakość. Innymi słowy dzieło twojego życia może być drewnem, słomą lub sianem, albo też może być srebrem, złotem, czy też drogocennymi kamieniami. I w tym dniu ogień to ostatecznie sprawdzi. Jaki ogień? Biblia mówi, że Bóg jest miłością, ale mówi także, że jest On ogniem trawiącym. Paweł kontynuuje dalej: "Jeśli czyjeś dzieło zbudowane na tym fundamencie ostoi się, ten zapłatę odbierze; jeśli czyjeś dzieło spłonie, ten szkodę poniesie, lecz on sam zbawiony będzie, tak jednak jak przez ogień" /1Kor 3.14-15/.

Ilustracja ta, była bardzo przemawiająca do ludzi z Koryntu, do których on pisał, ponieważ niewiele wcześniej przed napisaniem tego listu, całe ich miasto zostało zniszczone przez ogień. Oni wszyscy wiedzieli z pierwszej ręki co mógł uczynić niszczący ogień. Gdy ogień przeszedł przez Korynt, każdy dom, który był zbudowany z drzewa, siana lub słomy został zniszczony i został tylko po nim popiół. Bardziej zamożni ludzie posiadali jednak domy zbudowane z granitu, a niektórzy nawet całkowicie z marmuru. Ich domy wznoszone z drogich kamieni ciągle stały po przejściu pożaru, aczkolwiek na pewno zastały bardzo poważnie przypieczone.

Zobrazujmy to w inny sposób. Pewien człowiek dostaje 10.000 dolarów i inwestuje je w drewno - być może w jakiś piękny mahoń. Więc dzieło jego całego życia jest wykonane z drzewa. Jest ono bardzo piękne, ale gdy przejdzie przez ogień, to co otrzymasz? Wszystko co będziesz miał to popiół, być może sięgający do kostek, ale nic poza tym. Inny człowiek również otrzymuje 10.000 dolarów i inwestuje je w siano. Jeszcze inny człowiek, który także otrzymał tyle pieniędzy inwestuje w słomę. Czy brzmi to głupio? Cóż, ludzie robią to każdego dnia. Dlaczego? Ponieważ, jeśli wkładam 10.000 dolarów w siano lub słomę to wydaje się, że otrzymałem bardzo wiele za swoje pieniądze. Prawdopodobnie mógłbyś kupić połowę słomy stanu Teksas za 10.000 dolarów, ale będziesz miał bałagan gdy dostanie się do niej ogień. Zamiast popiołu do kostek, bądź też do kolan, będziesz miał popiół sięgający być może do twego nosa. Ale tym właśnie będzie życie niektórych: drewno, siano, słoma - a potem popiół. A teraz spójrzmy na kilku ludzi, którzy uczynili znacznie mądrzejszą inwestycję. Oto człowiek, który ma 10.000 dolarów i inwestuje je w złoto /nie dostanie wiele przy 400 dolarów za uncję, czyż nie?/ Inny inwestuje w srebro, a jeszcze inny w drogocenne kamienie. Każdy z tych wyżej wspomnianych ludzi miał taką samą ilość pieniędzy, ale każdy z nich zainwestował je w odmienną rzecz.

Otóż my mówimy o dziele całego twojego życia. Czy dostrzegasz to podobieństwo? Całe nasze życie, od chwili gdy zaczniemy świadczyć dla Jezusa, włączając całą naszą służbę i pracę dla Niego, będzie wypróbowane przez ogień. Musimy być bardzo ostrożni, aby czynić mądre inwestycje, albo w końcu, wszystko co pozostanie będzie kupką popiołu. Czy dzieło naszego życia zniesie próbę ognia gdy staniemy przed Panem? Czy będzie ono miało wieczną wartość, czy też zostanie z niego tylko popiół? Jest interesująca różnica pomiędzy drzewem, sianem, słomą - a złotem, srebrem, drogocennymi kamieniami. Drewno, siano i słomę można znaleźć ponad powierzchnią. One zwracają na siebie uwagę tak jak wielu usługujących. Jest ich bardzo wiele i łatwo można je znaleźć. Z drugiej strony srebro, złoto, kosztowne kamienie można znaleźć tylko pod ziemią. Nikt ich nie widzi - tak jak wielu usługujących. One nie leżą sobie po prostu na polu tak, że każdy może je podnieść. Bardzo ciężko jest je zdobyć - potrzeba wiele bardzo ciężkiej pracy, aby je wydobyć. Dlatego są takie drogie. Mają o wiele lepszą jakość od innych rzeczy i są o wiele rzadsze. I znowu właśnie jakość, a nie ilość, stanowi o ich wartości.

Życie każdego człowieka, włączając w to całe jego usługiwanie przejdzie przez ogień. Wiele publicznego usługiwania spłonie w płomieniach, moi bracia. Ogień obejmie wielkie, efektywne życie każdego człowieka i spali je, aż pozostanie po nim tylko popiół. Jestem zmęczony widokiem wierzących żebrzących w telewizji o pieniądze. Wierzę, że za każde 10 centów, które wpływają na konta tych usługujących będą musieli oni odpowiedzieć któregoś dnia przed Sędziowskim Tronem Chrystusa. Jezus mówił o uczniach, którzy pójdą i pożrą domy wdów /Łuk.20.46-47/. Czym właśnie, jeśli nie tym jest to, czym teraz wielu się zajmuje. Nie są oni zadowoleni z tego co dajesz za swego życia, więc proszą cię, abyś przekazał im swój dom i inne posiadłości w testamencie. Oni zdadzą ów dzień z tego sprawę przed Bogiem, ale wierzę, że i my także zdamy z tego sprawę.

W tym tygodniu pewien brat opowiedział mi, że gdy miał być ochrzczony i wszedł do wody, nagle zdał sobie sprawę z tego, że ma portfel w swojej kieszeni. Jakże niewiele portfeli jest ochrzczonych. Mówimy coś w tym rodzaju: "Panie zajmij się moimi grzechami, a ja zajmę się resztą". Zdasz Bogu sprawę z każdego pensa, którego zarobiłeś, odkąd stałeś się własnością Jezusa. On nie zabiera tylko twoich grzechów. On zabiera całe twoje życie. O tak, wielu może pragnąć zostać napełnionym Duchem Świętym oraz wzbogacić się, ale jak wielu z was jest wystarczająco wielkich, aby powiedzieć: "Panie w tej decydującej godzinie historii ludzkości napełnij mnie cierpieniami Chrystusa?" Czy on może dzielić z tobą swój smutek? Czy jesteś przygotowany wyzwać siły demoniczne i powiedzieć: "Słuchajcie doszedłem do miejsca w którym był apostoł Paweł, gdy powiedział <> Uważaj, gdyż, jeśli zamierzasz stać się dojrzały w Bogu, wszystkie karły wokół ciebie, będą cię krytykować, szydzić z ciebie i mówić: "Próbujesz być świętszym od nas, ha ? Więc nie masz czasu na koszykówkę ani nie pójdziesz na mecz baseballu?" Nie, może nie masz, ale to jest sprawą tylko twoją i Boga, nikogo więcej. Czy zbliżasz się tak bardzo do serca Bożego, że dzielisz Jego smutek nad tym światem i zatwardziałym Kościołem, jaki dzisiaj mamy? Jeden z najsłynniejszych kaznodziei, prawie o północy, w maju, zadzwonił do mnie i powiedział:

"Doszedłem do tej konkluzji: Bóg wszechmogący już wyciągnął swą rękę nad Amerykę - z tego powodu, że mieliśmy tak dużo światła i je odrzuciliśmy!" Nie tylko jest to prawdą, że żyjemy w świecie zbankrutowanej polityki, ale /i to jest najbardziej tragiczne/ też i zbankrutowanego Kościoła.

Niedawno słyszałem kobietę, która powiedziała: "Cóż chwała Panu. Cieszę się, że nie będę musiała z niczego zdawać sprawy, gdy pójdę do nieba: Nie ma potępienia dla tych co są w Chrystusie Jezusie." Poczekaj chwilę, nigdy nie można oddzielić wersetu od kontekstu. Nie ma potępienia dla naszych przeszłych grzechów, z czego jak jestem pewien, wszyscy się cieszymy. Bóg jednak zawsze mówił do Izraela: "Pamiętajcie gdy byliście niewolnikami w Egipcie... pamiętajcie o swoim grzechu ... o swojej nieczystości." Moglibyście powiedzieć: "To nie prawda, że chrześcijanie będą sądzeni na podstawie ksiąg." Ja myślę, że tak. Gdzie to można znaleźć? W księdze Malachiasza 3.16 jest napisane, że Bóg ma Księgę Wspomnień i myślę, że byłoby dobrze, gdybyś każdej nocy w tym tygodniu przed pójściem spać spytał się Boga: "Co zapisałeś dzisiaj w Swej księdze o moim życiu?" To nie musi być jakiś zewnętrzny akt. Możesz oddawać cześć Bogu na traktorze. Nie musi to być najlepszy sposób, ale możesz to czynić. Biblia mówi, że my wszyscy staniemy przed Sędziowskim Tronem Chrystusa" /Rzym 14.10/. Myślę, że ten werset znaczy po prostu to, co mówi.

Twórca hymnów napisał: "Z krańców ziemi i najdalszych wybrzeży oceanów, przez bramy z pereł, ciągnie mieszany tłum śpiewając Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu Hallelujah." Wszyscy święci, wszystkich czasów będą tam. Jest, także inny stary hymn, który prawdopodobnie niewielu z was mogłoby zarecytować, ale mogę się założyć, że większość z was zna refren. "O, gdy święci wchodzą maszerując" Tańczy się do tych słów każdej nocy w Nowym Orleanie. Powłóczą nogami wzdłuż Bourbon Street do tej melodii i mają świetny czas, ale ta pieśń, nie jest dla nich - ona jest dla odkupionych, ona mówi: "Gdy Święci wchodzą maszerując" - święci wchodzą do nieba w tłumie, którego nikt nie będzie mógł policzyć. Nie mogę doczekać się chwili, gdy ujrzę wszystkich świętych wszystkich wieków. Człowieku, będę wzruszony, gdy ujrzę Izajasza i Jeremiasza oraz tych większych i mniejszych proroków. Będziemy się rozglądać wokół mówiąc: "Hej, tam jest Abraham, nie myślałem, że tak wygląda?" Ale on tam będzie. A pomyśl tylko, jak zobaczysz Mateusza, Marka, Łukasza, Jana i każdego z Dziejów Apostolskich, czyż nie będzie wspaniale ujrzeć tych, którzy chodzili z Jezusem. Pomyśl chwilę o Pawle. Oddał swój umysł Bogu. Napisał około 14 listów i przemierzył całą Azję Mniejszą, a przy końcu był ubiczowany 195 razy. Był w trudzie i znoju, strachu, bólu, cierpieniach i zmartwieniach, w głodzie i nagości. Był wśród fałszywych braci i w niebezpieczeństwie głębiny. Jak myślisz jaką nagrodę otrzyma za takie życie? Łaska jest dla każdego, ale nagrody nie. Mógłbyś powiedzieć: "Ale ty mówisz o uczynkach." Oczywiście, że tak, ponieważ Bóg i Jezus mówił o nich.

Ludzie, którzy byli najbardziej bohaterscy dla Boga byli ludźmi z najwspanialszym życiem modlitewnym. Ameryka "wyprodukowała" kilku z najwspanialszych wojowników modlitwy. Jednym z nich był John Hyde. Znałem kogoś, kto z nim się modlił i powiedział mi, że to było po prostu coś niesamowitego, gdy ten człowiek zaczynał się modlić. Jest w sprzedaży mała książeczka o nim zatytułowana "Modlący się Hyde", którą mógłbyś przeczytać. Edward Payson, lepiej znany jako "Modlący się Payson z Portlandii" był innym wielkim wojownikiem modlitwy. Klękał przy łóżku i modlił się, modlił i modlił. Gdy myto jego ciało przed pogrzebem, odnaleziono wielkie odciski na jego kolanach. Ktoś powiedział: "Co za nienormalne kolana. Są tak stwardniałe, że trudno nimi poruszać". To dlatego, że on modlił się przy brzegu swego łóżka z energią - wydrążył dwa wyżłobienia w podłodze (6 lub 7 cali długie), na której zwykł był klęczeć i wstawiać się. Spójrzmy na wszystkich apostołów i świętych wszystkich wieków. Oto Charles Finney z jego zadziwiającymi przebudzeniami, William Booth, John Wesley. Oto wszystkie bohaterskie osoby, o których czytaliśmy, patrzą, gdy ktoś podaje księgę i czyta zapisy życia. Czy powiesz ochoczo: "Cóż będę szczęśliwy przy czytaniu zapisu mojego życia". Przypuśćmy, że powiem: "Gabrielu, podaj mi księgę na rok 1724". Otwieram tę księgę i szukam nazwisk zaczynających się na B. Znajduję nazwisko Dawid Brainerd. Był on młodym Amerykaninem. Zmarł w wieku 28 lat. Wszystko, co posiadał to skóra wołowa, którą nosił przepasaną sznurem. Cierpiał on na ciężki przypadek gruźlicy i ważył około 43 kg. Pamiętam, kiedyś czytałem jego pamiętnik, w którym napisał: "Wstałem rano tego ranka. Indianie wciąż dopuszczali się cudzołóstwa, pili, bili w tam-tamy i krzyczeli niczym w samym piekle. Modliłem się od pół godziny po wschodzie słońca do pół godziny przed zachodem. Nie było miejsca w obozie Indian, więc poszedłem do lasu i klęknąłem w śniegu, który sięgał mi brody." Nie, nie miał ze sobą grzejnika, był tam w lodowatym śniegu, ze swą gruźlicą. Pisał dalej: "Zmagałem się w modlitwie do pół godziny przed zachodem i mogłem tylko czuć śnieg koniuszkami palców. Ciepło mego ciała roztopiło śnieg". Co za zadziwiająca modlitwa wstawiennicza. Pewnego dnia byłem w szkole biblijnej w Walii, w której była pani Rees Howalls. Staliśmy na tarasie i ona odwróciła się i powiedziała:" Widzisz pokój tam?". Odpowiedziałem: "Tak". "Te drzwi". "Tak". "Tatuś (tzn. jej mąż) wchodził przez te drzwi o 6 rano i pozostawał tam do 6 wieczór każdego dnia przez 11 miesięcy oprócz jednego dnia, w którym zmarła jego matka". Boże, zlituj się nad nami. Nie możemy nawet sprawić, aby ludzie w naszych kościołach się modlili, chociaż mamy aksamitne poduszeczki na siedzeniach i przyjemny materiał na podłodze, aby nasze małe kolanka nie uszkodziły się. Dawid Brainerd, Modlący się Payson z Portlandii, John Hyde, Rees Howells - gdy Bóg przyłoży ogień do ich modlitewnego życia, to nie wydaje mi się, aby został po tym jakikolwiek popiół. Nie będzie ono z drewna, ani siana, ani też słomy.

Jestem zawstydzony tym, że jestem częścią dzisiejszego Kościoła, ponieważ wierzę, że jest zawstydzeniem dla świętego Boga. Większość naszej radości to klaskanie w dłonie i przyjemne spędzanie czasu, a potem mówienie o tych wszystkich bezsensownych sprawach tego świata. Jesteśmy zbyt nastawieni na śmiech i szczęście. Jest takie stare powiedzenie w świecie: "Śmiej się a cały świat będzie się śmiał z tobą". Ja to zmienię na: "Śmiej się, a Kościół będzie śmiać się z tobą, ale gdy zapłaczesz, to będziesz płakał sam". Ponieważ nie ma wystarczająco dużo prawdziwej radości w Kościele to potrzebujemy rozrywki, która jest diabelskim substytutem radości. Ponieważ nie ma wystarczająco wiele mocy w domu Bożym, ludzie zawsze szukają czegoś, co zajęłoby jej miejsce. Wskazujemy palcem świat, ale nam potrzeba zwrócić się w stronę Kościoła i powiedzieć, że powinniśmy wszyscy ubrać się w wory i uniżyć się mówiąc: "Wszechmocny Boże!". Gdy patrzę na Kościół w Nowym Testamencie, to widzę, że oni nie mieli wielkich wystawnych budynków ani płatnych ewangelistów ani mnóstwa pieniędzy. Ale powiem co uczynili - przewrócili świat do góry nogami. Czy widziałeś kiedyś nalepkę z napisem: "Tylko jedno życie, wkrótce przeminie. Tylko to, co uczynione dla Chrystusa przetrwa". Cóż, to nie jest dokładnie to, co napisał poeta. On napisał: "Tylko jedno życie, wkrótce przeminie. Tylko to, co uczynione dla Chrystusa przetrwa. I gdy będę umierał, jaki będę szczęśliwy, jeśli lampa mego życia wypali się dla Ciebie". Czy myślisz, że wszyscy chrześcijanie umierają szczęśliwi? Oczywiście, nie. Niektórzy z nich umarli tak strasznie, jak grzesznicy. Dlaczego? Ponieważ zmarnowali swój czas i życie. Wielu z nich umierało na szpitalnym łóżku i modliło się: "Panie, gdybyś tylko mnie zachował to uczynię to, tamto lub coś innego". Cóż, czy to zrobiłeś? Jedyną rzeczą, która będzie mnie utrzymywała w zwycięstwie przez krew Chrystusa jest moje oddanie Mu mego podziwu, chwały i dziękczynienia każdego dnia. To znaczy, więcej niż moja służba, więcej niż dawanie pieniędzy. Ja potrzebuję kochać Go, wielbić i chwalić. Potrzebuję wziąć Go tak, jak kiedyś za stopy i oddać Mu cześć. Jeśli to będziemy czynić, to będziemy wtedy doświadczać prawdziwej radości i trwałego szczęścia.

Nie wierzę, żeby w niebie była zazdrość, ale przypomnę ci, że jest przynajmniej pięć koron, które zostaną rozdane w nagrodę. Paweł mówi, że Pan da mu koronę sprawiedliwości, nie tylko jemu, ale też wszystkim tym, którzy umiłowali przyjście Jego /2.Tym. 4.8/. Jest też korona dla męczenników - tych, którzy umarli i tych, którzy dopiero umrą. Nie będziemy wszyscy tacy sami w niebie. Będą tam wielkie różnice. Gdy oglądasz spotkanie polityczne, to widzisz znaki z Kalifornii, bądź skądś indziej. Może w niebie będą znaki typu "to są wojujący w modlitwie", "to są wielcy męczennicy", "to są ci, którzy ciężko pracowali", "to są misjonarze", "to są ci, którym nie wyszło". Wszystkie rodzaje ludzi będą wypisane w tym wspaniałym dniu. Tak, będą wielkie różnice pomiędzy ludźmi w niebie. W Irlandii żyła kiedyś kobieta, która miała dwa sklepy. Opłacała wszystkie rodzinne wydatki tym, co zarabiała z jednego sklepu i zachowywała wszystkie wpływy z drugiego na misje. W końcu wysłała czwórkę ze swoich dzieci na pole misyjne i finansowała każdego z nich. Człowieku, ona dostanie kiedyś nagrodę, czyż nie? Ponieważ uczyniła to, tak jak dla Niego. Spójrz na umierającego złoczyńcę. Dobrze, będzie on w niebie, gdyż tak powiedział Jezus - ale on zmarnował swe życie. A teraz spójrz np. na Johna Wesley'a. Został zbawiony gdy miał 35 lat, a następnie służył Panu przez 53 lata. Nie mógłbyś myśleć, że umierający złoczyńca, człowiek, który wszedł w ostatniej chwili, dostanie tę samą nagrodę co John Wesley, czyż nie? Wesley zarobił, strasznie dużo pieniędzy. Wiesz, co z nimi zrobił? Budował domy sierot i zbory, drukował Biblie i śpiewniki. Nie było zmarnowanego czasu w jego życiu. Był metodyczny i systematyczny. Pewnego razu poszedł na kolację z najsławniejszym człowiekiem angielskiej literatury. Człowiek ten powiedział: "Załóżmy nogi pod stołem i miejmy miły czas rozmowy". Wesley odpowiedział: "Przykro mi, ale muszę iść". "Ale nie ma jeszcze dziewiątej godziny, dlaczego odchodzisz?". Wesley powiedział: "Mam spotkanie jutro o 4 rano". "O 4 rano?". "Każdego ranka mego życia" - odpowiedział. "Z kim?". "Z Bogiem". Utrzymywał w karności swe życie, swe ciało w jedzeniu, swą rękę w kieszeni. Stanie przed Sędziowskim Tronem Chrystusa - niesamowity przykład dla każdego z nas.

Przez lata słuchałem historii o kobiecie, która przyszła do Jezusa z alabastrowym olejkiem, zanim ją zrozumiałem - zanim zdałem sobie sprawę z tego, że ona przyszła tylko z jednego powodu. Przyszła, aby oddać cześć Jezusowi. Skąd wiem?. Ponieważ przyniosła najbardziej godny dar, jaki miała i nie powiedziała ani jednego słowa, gdy tam była. Skąd wiem? Ponieważ obmyła Jego stopy łzami, a nie wodą. Nie osuszyła Jego stóp ręcznikiem, ale swymi włosami. I wylała ten cenny aromat, a następnie wytarła Jego nogi. Więc, co się stało? Zapach, który wylała na Niego powrócił do niej. Zastanawiasz się dlaczego twoje życie nie jest bardziej aromatyczne? Dlatego, że nie poświęcasz czasu, aby być świętym. Nie poświęcasz czasu na bycie z Jezusem, ponieważ uważasz, że wiedza, którą otrzymujesz w szkole biblijnej jest wystarczająca. O nie, Bóg nie będzie mierzył twojego intelektu. On wypróbuje twe życie ogniem. Czy wstałeś dziś rano i podziękowałeś Bogu, że jesteś czysty? Czy podziękowałeś Mu, że przełamał to diabelskie pragnienie, które kiedyś miałeś, aby wąchać kokainę lub coś innego? Czy naprawdę cieszysz się, że nie jesteś prostytutką, ale częścią Oblubienicy Baranka? Czy cieszysz się, że On usunął twoje złe usposobienie i wszystkie te straszne pełzające rzeczy, które kiedyś tobą rządziły? Myślę znowu o zdaniu, które powiedział mi kiedyś A.W.Tozer. Powiedział: "Len, wiesz, jeszcze nie przejdziemy naszymi stopami z tego czasu w wieczność, a już pochylimy nasze głowy w zawstydzeniu i upokorzeniu. Spojrzymy w wieczność i powiemy 'Spójrz na wszystkie bogactwa, które były w Jezusie, a ja tu przyszedłem przed Sędziowski Tron prawie jak biedak', gdyż Bóg dał nam nie tylko Jezusa Chrystusa, ale dał nam wraz z nim wszystko."

Cóż, my, jako chrześcijanie, jesteśmy częścią Bożej królewskiej rodziny i wszyscy ci, których spotykamy powinni widzieć, że jesteśmy odmiennym rodzajem ludzi. Jeśli nie potrafimy żyć jak odmienni ludzie na tej ziemi, to nie mamy żadnego prawa, aby tutaj żyć. Nie powinny mieć na nas wpływu zmieniające się zwyczaje, style, opinie, czy też to, czy notowania giełdowe idą w górę czy w dół, czy też to, czy zbierają się chmury na wojnę. Te rzeczy nie wywierają żadnej różnicy. Powinniśmy żyć każdego dnia tak, jak gdybyśmy przyszli z innego świata na ten świat, ale z mocą tamtego świata wciąż ponad nami. Powinniśmy żyć, mówić i poruszać się w tej mocy i mieć całe nasze życie w Jezusie Chrystusie.

Ostateczny dzień będzie dniem budzącym grozę. Czy wyobraziłeś sobie, jak się poczujesz, gdy staniesz tam? Ty i ja staniemy tam sami w tym dniu i będziemy sądzeni za każdy aspekt naszego życia - za nasze modlenie się, dawanie, mówienie i czynienie. Wciąż wierzę w majestat tego wiecznego sądu z Królem królów i Panem panów i Sędzią sędziów. Widzisz nie będzie żadnej możliwości powtórki, ponieważ to będzie Sąd Ostateczny i do niektórych Bóg powie: "Precz ode mnie". Cóż, nie jest tak prosto być chrześcijaninem. To jest majestatyczna rzecz. Powinniśmy być świadomi wieczności - gotowi odejść w każdej chwili. Gdybyś właśnie teraz miał stanąć przed Panem, to czy chciałbyś, aby historia twego życia była czytana przez miliony w wieczności. Nie będzie tam żadnego wyrzutka piekła. Czyż nie będzie to cudowne? Albo, czy sądzisz, że mógłbyś się trochę skurczyć ze strachu, słysząc jak Bóg używał Dawida Brainarda albo Johna Wesley'a albo małej praczki, która prowadziła wstawiennicze życie. Nie ma żadnego ciężaru zbyt ciężkiego ani sytuacji zbyt trudnej dla tego, którego kochasz. Jeśli jesteśmy kontrolowani motywami i pobudzani miłością to wszystko będzie w porządku, gdy staniemy tam w górze, ponieważ jeśli jest coś w miłości to jest to posłuszeństwo. Potrzeba nam się stać ludźmi, którzy są ochrzczeni posłuszeństwem. Potrzeba nam być poddanymi całej woli Bożej, nie przejmując się ludzkimi opiniami i nie proszącymi o więcej na wydawanie dla siebie. "O, Boże, chcę, aby moje życie uwielbiło Ciebie, abym gdy stanę w Twojej napełniającej grozą obecności nie był, jak mówi Jan, zawstydzony przy Twoim przyjściu".

6. Twój dzień w sądzie

W krótkiej i wspaniałej biografii pewnego sławnego angielskiego kaznodziei, jednego z największych, jacy kiedykolwiek głosili Słowo Boże w Ameryce i Anglii, jest napisane, że posiadał on kilka bardzo dziwnych zwyczajów. Jednym z nich było noszenie w kieszeni: diamentu, szafiru, rubinu itp. Często chodził do parku, wyjmował jeden z nich, podnosił go w górę, w kierunku słońca i obracał nim szukając różnych barw wywołanych światłem słonecznym. Przechodzący ludzie, szczególnie dzieci, kiwali głowami, co miało oznaczać, iż myśleli o nim, iż jest nieco dziwny.

Kaznodzieja, o którym mówię, to Jonathan Edwards, który w XVIII wieku głosił jedne z najwspanialszych kazań w Ameryce. Jedno z nich nazywało się "Grzesznicy w rękach gniewnego Boga". Ludzie spadali ze swoich siedzeń i chwytali się filarów, które podtrzymywały galerię, płacząc z rozpaczy. On zaś nie mówił: "Och, przyjaciele, proszę, wybaczcie mi. Nie chciałem was w ten sposób zakłopotać". Był pewien powód jego mocy i namaszczenia. Nim zaczął kazanie, zawsze się modlił: "Boże, zaznacz moje oczy wiecznością". Nie znam nikogo innego, kto modlił się kiedykolwiek w ten sposób. Być może mówiliśmy to, lecz gdyby Bóg naznaczył wiecznością czy sądem nasze oczy, jestem przekonany, że bylibyśmy zupełnie innymi ludźmi.

Ktoś powiedział kiedyś wielkiemu uczonemu, Danielowi Websterowi: "Ma pan kolosalny umysł. Jaka jest największa myśl. która się w nim kiedykolwiek pojawiła?" Webster odpowiedział: "Miałem ich wiele, lecz najbardziej przerażająca, straszna i uderzająca dotyczyła mojej osobistej odpowiedzialności wobec Boga pewnego dnia".

Istnieje około 3/4 miliona słów w Piśmie. Autor hymnu nazywa Biblię, złotą szkatułką, w której przechowywane są ziarna prawdy. Niebo rysuje obraz Chrystusa, "Żywego Słowa". Proponuję, abyśmy podobnie jak Jonathan Edwards, który wybierał drogocenny kamień i wznosił go ku słońcu, wyodrębnili jedno słowo z tej "złotej szkatułki" i wznieśli je ku światłu wieczności. Słowem tym jest "sąd".

Możesz powiedzieć Bogu, że nie jesteś zainteresowany tym, co ja mam do powiedzenia na ten temat, lecz mam nadzieję, że przynajmniej powiesz: "Proszę Cię, Panie, abyś udzielił mi nowego światła w związku z tym strasznym faktem sądu".

KSIĘGA OBJAWIENIA

Chciałbym przytoczyć coś z Księgi Objawienia. Bardzo często kaznodzieje nazywają ją Objawieniem św. Jana, lecz to nie jest jej tytuł. Jest to Księga Objawienia Jezusa Chrystusa. Objawienie oznacza odkrycie, odsłonięcie zasłony. Uważam, że księga ta jest księgą tajemnic, majestatu i nieszczęść, ponieważ pokazuje ostateczny stan zgubionych ludzi. Mówi ona, że na zawsze będą oni oddzieleni od Boga. Istnieje milion dróg do piekła, lecz nie ma żadnego wyjścia z niego. Jeżeli w niebie ludzie nieustannie śpiewają "Godzien jest Baranek", w piekle jedyną pieśnią jest "Żniwo skończone, lato skończyło się, a my nie zostaliśmy ocaleni" (Jeremiasza 8:20). Proponuję, abyś przeczytał 17, 18 i 19 rozdział Apokalipsy. Księga ta posiada specjalny nadruk, którego nie ma żadna inna część Słowa. Brzmi on: "Błogosławiony ten, który czyta, i ci, którzy słuchają słów proroctwa" (Objawienie 1:3). Istnieje dużo ludzi, którzy czytają, lecz jak wielu z nich rzeczywiście słyszy?

W Objawieniu 20:11-12 i 14-15 czytamy: "I widziałem wielki, biały tron i tego, który na nim siedzi, przed którego obliczem pierzchła ziemia i niebo, miejsca dla nich nie było. I widziałem umarłych, wielkich i małych, stojących przed tronem, i księgi zostały otwarte, również inna księga została otwarta; i osądzeni zostali umarli na podstawie tego, co zgodnie z ich uczynkami było napisane w księgach. (...) I śmierć, i piekło zostały wrzucone do jeziora ognistego; owo jezioro ogniste, to druga śmierć. I jeżeli ktoś nie był zapisany w księdze życia, został wrzucony do jeziora ognistego".

SĄD GRZESZNIKÓW

Zacytowany tekst zazwyczaj rozumiany jest jako sąd nad grzesznikami. "Widziałem wielki, biały tron (oznaczający oczywiście czystość) i tego, który na nim siedzi". Czytamy te rzeczy i prześlizgują się one przez nasze umysły, lecz posłuchaj, jakie to jest straszne: ,...przed którego obliczem pierzchła ziemia i niebo, i miejsca dla nich nie było". I ujrzałem umarłych, wielkich i małych, stojących przed tronem; i księgi zostały otwarte...".

Różne nazwy były nadawane temu strasznemu wydarzeniu. John Wesley nazywał je "Sądem Ostatecznym". Billy Sunday w swój wspaniały sposób określił je "Niedzielą Zapłaty". Pewien kowboj - kaznodzieja mówił "Ostatni Spęd Bydła". Jeśli chcesz, możesz je nazwać "Spotkaniem z Przeznaczeniem", albo jeszcze lepiej "Twoim Dniem w Sądzie". Księga Objawienia rozpoczyna się od stwierdzenia, że wydarzenia te wkrótce nadejdą, lecz minęło już 2000 lat i nic. Żyjemy za bardzo w czasie, za bardzo jesteśmy przywiązani do ziemi. Widzimy tak, jak inni ludzie, myślimy tak, jak oni. Zagospodarowujemy nasz czas tak, jak świat. Jeżeli jednak uznamy wieczność za rzeczywistość, jestem przekonany, że będziemy innymi ludźmi.

Życie w czasach Jezusa musiało być czymś wzbudzającym nabożną cześć. Starzy nauczyciele w synagogach mamrotali coś i cytowali o kimś, kto miał kiedyś przyjść, lecz większość z nich naprawdę w to nie wierzyła. Dlaczego Jezus nie przyszedł jak błyskawica z nieba, gdy nad Jerozolimą było ciemno? Dlaczego nie pojawił się z dziesięcioma tysiącami świętych, z dźwiękiem trąby? Dlaczego nie przyszedł na świat w ten sposób? Gdy się zjawił, oni nie mogli uwierzyć, że ktoś odziany w ciało i krew, który musi jeść, spać i robić wszystko inne tak jak oni, jest Synem Boga.

Lecz Jezus dosłownie wskrzeszał martwych ludzi! To musiało ich fascynować. Wyobraź sobie jak Jezus podchodzi do grobu i mówi: "Odsuńcie kamień" (On tego nie zrobił. Jest pewna praca, którą my musimy wykonać). A potem zawołał potężnym głosem: "Łazarzu!". Jak mówi Campbell Morgan: "Powiedział: Łazarzu, wyjdź. Gdyby powiedział jedynie: Wyjdź, wszyscy na cmentarzu by to zrobili, a to nie był jeszcze ich czas!". Tak więc Łazarz wyszedł. Myślę, że tego dnia w uczniach wzrosła duma i że mówili: "Co teraz myślicie o naszym Mistrzu? On nawet wskrzesza umarłych!"

GDY WSZYSCY ZMARLI ZOSTANĄ WSKRZESZENI

Lecz Jezus, gdy wskrzesił Łazarza z martwych, ukazał dopiero początek tego, co ma się jeszcze wydarzyć. W Jana 5:28-29 czytamy: "... nadchodzi godzina, kiedy wszyscy w grobach usłyszą głos jego; i wyjdą ci, którzy dobrze czynili, by powstać do życia a inni, którzy źle czynili, by powstać na sąd". Czy widzisz to? Jezus mówi, że nadchodzi dzień, w którym wszyscy, którzy są w grobach, usłyszą głos Syna Bożego i powstaną! Począwszy od Adama, gdziekolwiek on jest teraz, w piasku czy w prochu - wszyscy, którzy są w grobach, usłyszą głos Syna Bożego. Jezus powiedział: "Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem" (Jana 11:25) i wierzę, że on powstał z martwych. Na początku Księgi Objawienia mówi: "Byłem umarły, lecz oto żyję na wieki wieków i mam klucze śmierci i piekła" (Objawienie 1:18).

Przepływałem przez Atlantyk około 18 razy na różnych statkach i prawie za każdym razem wyglądałem za burtę i mówiłem: "Hej, wy tam w dole, pewnego dnia wstaniecie! Złodziejscy korsarze, ludzie, którzy utonęli wraz z Lusitanią i Titanikiem wszyscy ci, którzy poszli na dno w wielkich okrętach podczas wojen - wy wszyscy pewnego dnia powstaniecie". Na głos Syna Bożego. Miliony, miliardy. I wszyscy staną przed Trybunałem Chrystusa. To będzie wielkie widowisko. Gdzie się to odbędzie? Nie wiem gdzie, lecz wiem, że będzie miało miejsce, ponieważ Biblia jest jedyną księgą w całym świecie, na której można polegać.

Księga Objawienia nie jest jedynie końcem Biblii: dotyczy ona końca czasu i spraw, które wydarzą się po nim. Spójrz przez minutę na Objawienie 6:12-17: "I widziałem, gdy zdjął szóstą pieczęć, że powstało trzęsienie ziemi i słońce pociemniało jak czarny wór, a cały księżyc poczerwieniał jak krew, i gwiazdy niebieskie spadły na ziemię, podobnie jak drzewo figowe zrzuca swoje figi, gdy wiatr gwałtowny nim potrząśnie; i niebo znikło, jak niknie zwój, który się zwija, a wszystkie góry i wyspy ruszone zostały z miejsc swoich. I wszyscy królowie ziemi i możnowładcy, wodzowie, bogacze, mocarze i wszyscy niewolnicy, i wolni ukryli się w jaskiniach i w skałach górskich, i mówili do gór i skał: Padnijcie na nas i zakryjcie nas przed obliczem tego, który siedzi na tronie, i przed gniewem Baranka, albowiem nastał ów wielki dzień ich gniewu, i któż się może ostać?"

JAK BĘDZIE WYGLĄDAŁ JEZUS

W przeciwieństwie do tego, na końcu Księgi Objawienia czytamy o odkupionych, że przyjdą i będą chcieli zobaczyć Jego twarz. Jak myślisz, jak będzie wyglądał Jezus? Fanny Crosby, która była pierwszą kobietą w historii Ameryki przemawiającą na posiedzeniu kongresu, była ślepa przez 84 lata. Ktoś kiedyś powiedział do niej: "Szkoda, że tak wielka chrześcijanka jak pani, nie widzi. Nie może pani zobaczyć zachodu słońca, wspaniałych kwiatów. To wielka szkoda". Ona odpowiedziała: "Och, nie. Mam wielką przewagę nad tobą, Czy wiesz, że pierwszą twarzą, którą kiedykolwiek ujrzę, będzie Jego twarz?". Czy dziwi cię to, że napisała ona tak wiele hymnów o twarzy Chrystusa? Jeszcze raz, jak myślisz, jak będzie wyglądał Jezus? W Australii pokazują mi jego wizerunki z długimi, jasnymi włosami, jasnymi, błękitnymi oczami i brodą. Chińczycy posiadają obrazy Chrystusa wykonane przez ich artystów! Są pewne okropne malowidła, które - jak myślę - zostały namalowane przez tzw. wielkich mistrzów. Lecz coś ci powiem - Słowo Boga przedstawia zupełnie inny obraz Jezusa, niż wszystkie te portrety połączone razem.

Apostoł Paweł widział obraz Jezusa, nie z owieczką w ramionach i nie jak na witrażach, na których wygląda wzniośle i kobieco. Paweł widział Jezusa i napisał o Nim: "Królowi wieków, nieśmiertelnemu, niewidzialnemu, jedynemu Bogu, niechaj będzie cześć i chwała na wieki wieków" (I Tymoteusza 1:17). Tak więc zobaczymy Króla królów. On jest Sędzią sędziów w Sądzie sądów. Nie ma żadnego trybunału ponad nim. Wszystko jest skończone!

Gdy słyszę jak ludzie śpiewają: "Rękę daj temu, który uciszył morze" albo "Uścisnąć rękę Jezusa", mówię: "Zapomnij o tym". Posłuchaj, gdy zobaczysz Jezusa, nie podejdziesz do Niego i nie powiesz: "Cześć stary, cieszę się, że umarłeś za mnie!". Gdy Go ujrzysz będziesz nieomal sparaliżowany z przerażenia, chyba że będziesz miał uwielbione ciało i umysł. Jan otrzymał Księgę Apokalipsy jako więzień na wyspie szatana - lecz był w Duchu, gdy to ogromne objawienie zostało mu udzielone. Jezus przedstawiony tutaj nie jest wzniosłą osobą, pomiataną przez każdego, kto tego chce. Myślę, że czasami zważamy, iż podejdziemy do Jezusa i powiemy: "Słuchaj Jezu, Wiesz, jak wiele lat Ci służyłem, jak wiele dusz dla Ciebie zdobyłem, jak wiele kazań wygłosiłem...!". Och, nie... to nie będzie w ten sposób.

Biblia mówi: "Głowa Jego i włosy były lśniące jak śnieżnobiała wełna, a oczy jego jak płomień ognisty, a nogi jego podobne do mosiądzu w piecu rozżarzonego, głos zaś jego jak szum wielu wód. W prawej dłoni swojej trzymał siedem gwiazd, a z ust jego wychodził obosieczny ostry miecz, a oblicze jego jaśniało jak słońce w pełnym swoim blasku" (Objawienie 1:14-16). Oto Jan, który składał swoją głowę na piersi Jezusa i słuchał bicia boskiego serca. Jan był człowiekiem, który jak sądzę, wiedział o Jezusie więcej, niż ktokolwiek inny. I gdy zobaczył Go w majestacie - ten człowiek, który chodził i rozmawiał z Nim przez trzy lata - napisał: "Gdy Go ujrzałem, padłem do nóg jego jakby martwy" (Objawienie 1:17).

Jeżeli Jan zareagował w taki sposób, jak myślisz, co ty i ja zrobimy?

Oczywiście, jeżeli ma być sąd, musi być sędzia! Wierzę, że Kościół Jezusa Chrystusa potrzebuje nowego objawienia Majestatu Bożego! On jest Królem królów i Sędzią sędziów! To jest Trybunał trybunałów! I nie ma żadnego sądu, do którego można by się odwołać. Wyrok jest ostateczny. Nie będzie żadnych uprzedzeń w sądzie. Ludzie mówią mi: "Nie ma dzisiaj na ziemi żadnej sprawiedliwości!" Może i nie ma! Ja jednak opieram się na Słowie, które mówi: "Czyż ten, który jest sędzią całej ziemi, nie ma stosować prawa?" (I Mojżeszowa 18:25).

NIEŚWIĘCI ZMARLI

Widzimy tutaj sędziego w całym jego budzącym nabożną cześć majestacie, w całej Jego chwale. Jak myślisz, co nieświęci zmarli, wielcy i mali będą robić, gdy zobaczą Go na tronie? Czy myślisz, że będą oddawać Mu cześć? Nie, oni będą przerażeni! To będzie dzień wyjawienia wszystkiego! Wszystko będzie ujawnione przed Trybunałem Chrystusa! Nie można było znaleźć 18 minut na taśmach, które miał Nixon. Powiem ci, kto posiada doskonały zapis tego - pewnego dnia zostanie on odtworzony przed wszystkimi! Będą tysiące milionów czy miliardów ludzi, gdy będziesz stał przed Trybunałem bez swojej żony, na której mógłbyś się oprzeć, bez swojego męża, kaznodziei czy przyjaciela. Nie będziesz mógł posłać swojego adwokata czy przedstawiciela. Paweł napisał: "Wszyscy staniemy przed sądem Bożym" (Rzymian 14:10). Nie ma żadnego wyjątku.

Czy widzisz te miliony nieświętych zmarłych? Wszyscy kryminaliści, jacy kiedykolwiek żyli, wszystkie prostytutki. Wszyscy ludzi, którzy zarabiali miliony na pornografii. Czy widzisz tych sutenerów, którzy bezcześcili dziewczyny na 42 West Street w Nowym Jorku? Czy możesz sobie wyobrazić, że Bóg weźmie historię w swoje ręce i wypróżni ją?! Gdy każdy człowiek, który kiedykolwiek chodził ulicami starożytnego Babilonu, z wszystkimi swoimi pożądaniami, albo Koryntu, który cały był jednym wielkim gnojowiskiem nieczystości, będzie musiał zdać sobie sprawę z tego, co robił? Gdy wszystko to, co wydarzyło się w Las Vegas poprzedniego wieczoru, będzie "rzucone na ekran" w wieczności? Każdy król, który rządził Anglią, kalifowie Bagdadu, maharadżowie Indii, multimilionerzy, miliarderzy - wszyscy oni pewnego dnia staną przed Trybunałem. Czy możesz to sobie wyobrazić? Przed Trybunałem Chrystusa będą musieli zdać sprawę ze wszystkich swoich czynów dokonanych w ciele. Każdy sędzia będzie pewnego dnia sądzony przez Nieomylnego Sędziego. Jak długo będzie to trwało? Nie wiem i nie myślę o tym... ponieważ donikąd nie będziemy szli! Myślę, że jedną z radości wieczności będzie to, że ludzie odkupieni zobaczą wszystkich nieświętych zmarłych osądzonych, lecz nieświęci nie będą widzieć sądu świętych, ponieważ nie będzie ich tam.

PAMIĘĆ JEST WIECZNA

Może powiesz: "Dobrze, panie Ravenhill, ja nie będę miał poważnych kłopotów, ponieważ nie mam dobrej pamięci". Cóż, w tamtym dniu będziesz miał dobrą pamięć. Dokonają się wtedy pewne straszne objawienia. Będzie płacz i narzekanie, i zgrzytanie zębów. Jan pisze, że księgi będą otwarte (Objawienie 20:12). Jakie księgi? Nie jestem pewien, lecz myślę, że będzie to Księga Dziesięciorga Przykazań i może Księga Pamięci (Malachiasza 3:16). Pamięć jest zdumiewającą sprawą. Będzie trwała wieczność. Nie sądzę, że odkupieni będą pamiętali swoje smutki i bóle serca, lecz powiem ci, że nieświęci zmarli zachowają w pamięci wszystkie sytuacje, w których ktoś włożył traktat w ich ręce. Będą pamiętali to przez wieczność i będą chcieli mieć szansę odpowiedzenia. Będą pamiętali każdą modlitwę swoich matek, jaką kiedykolwiek słyszeli, każde słowo kazania, na którym kiedykolwiek siedzieli. Będą pamiętali wszystko. Skąd o tym wiemy? Ponieważ pewnego dnia człowiek w piekle modlił się. Nie tylko było to złe miejsce na modlitwę, ale także niewłaściwy był jej adresat (Abraham). Oczywiście otrzymał on złą odpowiedź (w stosunku do tej, której oczekiwał). "Synu, pomnij, że dobro swoje otrzymałeś za swego życia...". "Lecz ja nie chcę, aby bracia moi przyszli na to miejsce męki!". Jezus jednak mówi: "Pamiętaj" (Łukasza 16:19-31). Pamięć jest wieczna, nigdy nie umrze. Twoja pamięć nie zawiedzie cię. Wszystko, co zrobiłeś, każde próżne słowo, które wypowiedziałeś i każdy czyn przypomną się pewnego dnia.

WIELCY I MALI

Nieświęci zmarli, wielcy i mali, powstaną przed Bogiem. Czasami patrzę na moją Encyklopedię Brytyjską i myślę o całej historii, która ukarze się przede mną w ciele. Chciałbym zobaczyć Juliusza Cezara i Tyberiusza Cezara. Fascynuje mnie myśl o tym, jak Poncjusz Piłat stanie przed Jezusem. Myślę, że on będzie czuł się gorzej, niż Jezus Chrystus, gdy stał przed nim! Straszne będzie, gdy zobaczymy założycieli różnych kultów stojących przed Bogiem. Kiedy w imię Pana Kościół otworzy swoje serce i umysł i zobaczy, że każdy człowiek stanie przed Bogiem, aby zdać sprawę ze swego życia? Nieważne jest to, czy lata on swoim własnym odrzutowcem, ani to, jak wiele miast czy milionów ludzi poddanych jest jego władzy. To nie ma znaczenia. Wielcy i najmniejsi tej ziemi, wszyscy spędzą ten czas w wieczności. Będą żyli tam na zawsze, "... gdzie robak ich nie umiera..." (Marek 9:48). Piekło nie będzie takie samo dla każdego. Niektórzy otrzymają niewielką chłostę, inni wielką (Łukasza 12:47-48). Lecz mówię ci - wolałbym być najmniejszym w Królestwie Boga, niż największym w królestwie diabła, zarówno w czasie, jak i w wieczności.

Może mówisz: "Tak naprawdę to nie wierzę w Boga i nie lubię słuchać tej gadaniny". Dobrze, przyjacielu, pozwól mi powiedzieć sobie coś z miłości. Jeżeli lubisz pić, idź z pijakami, jeżeli pożądać - z prostytutkami. W piekle, jeżeli jesteś oddany pożądaniu, będziesz je posiadał, lecz nie będzie nic, co mogłoby je zaspokoić. Jeżeli pijesz, w piekle dalej będziesz spragniony, lecz nic nie będzie mogło cię napoić. Dałbyś królewski okup za kroplę wody, lecz jej nie będzie - nie mówiąc już o innych rzeczach, które piłeś.

GDY MIŁOSIERDZIE PRZEMINIE NA ZAWSZE

Och, chcielibyśmy przemienić pewne rzeczy, gdy dotrzemy do wieczności, przynajmniej my zgubieni mężczyźni i kobiety, W 6 rozdziale Księgi Objawienia czytamy: "I mówili do gór i do skał: Padnijcie na nas i zakryjcie nas przed obliczem tego, który siedzi na tronie, i przed gniewem Baranka, albowiem nastał ów wielki dzień ich gniewu, i któż się może ostać?". W Objawieniu 9:6 czytamy: "A w owe dni będą ludzie szukać śmierci, lecz jej nie znajdą, i będą chcieli umrzeć, ale śmierć omijać ich będzie". Wierzę, że będzie taki dzień, w którym człowiek przyłoży rewolwer do swojej głowy, strzeli i ku swojemu zdumieniu dalej będzie żył. Wyskoczy ze szczytu Empire State Building i dalej będzie żył. "Będą szukać śmierci, lecz jej nie znajdą". To będzie straszne. Ludzie będą szukać śmierci i nie będą jej znajdywać. Czy możesz pomyśleć o człowieku, który widzi każdy grzech, jaki kiedykolwiek popełnił? Grzechy ciała i ducha. Grzechy przeciwko Bogu i człowiekowi. Będą ścigani przez piekielne psy osaczające ich i mówić: "Gdybyśmy tylko mogli umrzeć i wydostać się z tego!" A jednak, gdy będą próbowali umrzeć, nie umrą. W 4 rozdziale Księgi Objawienia Chrystus siedzi na tronie, nad którym znajduje się tęcza, będąca znakiem miłosierdzia, a obok tronu stoi 24 starców. W rozdziale 6 nie ma jednak nikogo dzielącego sprawiedliwość z Jezusem. On siedzi najwyżej. Nie ma 24 starców, nie ma morza ze szkła i tęczy miłosierdzia. Miłosierdzie przeminęło na zawsze.

NIE JEST JESZCZE ZA PÓŹNO NA MIŁOSIERDZIE

Nie obchodzi mnie to, jak bardzo pokręcone i zepsute jest twoje życie w tej chwili - nie jest za późno, aby prosić o przebaczenie. Bóg może ci przebaczyć i zrobi to, jeżeli nawrócisz się, powołasz się na krew Jezusa i poprosisz o miłosierdzie! Nie jest za późno, aby prosić o nie. Może zastanawiasz się: "Czy Bóg naprawdę może przebaczyć całą zgniliznę i zepsucie w moim życiu?" Z pewnością może. Dlaczego? Ponieważ Jezus jest dzisiaj dalej na tronie miłosierdzia. Możesz znaleźć Jego łaskę i pomoc. Lecz gdy zobaczymy Go na Sądzie, nie będzie dłużej zasiadywał na tronie miłosierdzia. Będzie siedział na tronie sprawiedliwości. Gdy za pierwszym razem przebywał na ziemi, był troskliwym Chrystusem, Barankiem Boga, który chodził całując małe dzieci i błogosławiąc ludzi. Nie ma nic piękniejszego niż mały baranek, nie ma nic straszniejszego niż gniew Baranka. Pewnego dnia Boże miłosierdzie zostanie odjęte i wtedy będziemy mieli gniew Baranka. Pomyśl o wszystkich narodach i pokoleniach, które będą sądzone. Pomyśl o faraonie i o Herodzie Wielkim, stojących przed Jezusem i muszących zdać sprawę ze swoich czynów. Czy miałeś dzisiaj kłopoty? Może coś przypaliło ci się rano, albo wydarzyła ci się jakaś inna tragedia? Czy myślałeś dzisiaj, że ktoś dla sprawy Chrystusa straci życie. Psalmista Dawid mówi: "Zebrałeś łzy moje w bukłak swój" (Psalm 56, 9 ). Wierzę, że żadna łza, którą ktokolwiek kiedykolwiek wylał, czy z powodu współczucia dla dusz, czy z powodu złamanego serca, nie spadła na ziemię. Nasze łzy są gromadzone przez Boga i On rozliczy je pewnego dnia. Być może Żydzi wołali o Hitlerze: "Boże, ukarz go, ukarz. Rozpal jego piec w piekle!". Bóg nie potrzebuje aby Mu przypominać cokolwiek. "Czyż ten, który jest sędzią całej ziemi, nie ma stosować prawa?" (I Mojżeszowa 18:25). Jeżeli człowiek kieruje się swoim pożądaniem, jeżeli jego umysł jest pełen zła, gdy przez swoje własne czyny domaga się odrzucenia na zawsze od Boga ze swoim grzechem i nieszczęściem - co wtedy? Jak myślisz, co byłoby, gdybyś zabił 6 mln ludzi? Bóg osądzi każdy czyn i każdą sekretną rzecz.

DOBROĆ I SUROWOŚĆ BOGA

Myślę, że powinniśmy sprawdzić, czy nie przedstawiamy ludziom jedynie części ewangelii. Musimy być bardzo ostrożni w związku z naszymi metodami ckliwej ewangelizacji. Tak, jest to absolutną prawdą, że Bóg nas kocha, lecz czy będziesz przypominał ludziom o dobroci i o surowości Boga? Jedną rzeczą, która jest zła w tym świecie, jest to, iż myśli on, że skończył z Jezusem Chrystusem, a prawdą jest, że jeszcze z Nim nie zaczął. Ponieważ On stoi na końcu sądu każdego człowieka - bogatego i biednego, niewolnika i wolnego, czarnego i białego. Czy będziesz im przypominał, że nadejdzie dzień, w którym miłosierdzie zostanie na zawsze odjęte? Czy będziesz im przypominał, że ludzie modlą się w piekle, lecz nikt nie odpowiada? Zmarli, wielcy i mali, staną przed Bogiem owego strasznego dnia. Księgi zostaną otworzone i sprawiedliwość, nie miłosierdzie zwycięży. Nie będzie miłosierdzia. Ono przeminie na zawsze. Tłumy ludzi będą wołały: "Przeminęło żniwo, skończyło się lato, a nie jesteśmy wybawieni!" (Jeremiasza 8:20). Czy będziesz im przypominał. że Bóg ciągle jeszcze siedzi na tronie miłosierdzia, że każdy - bez wyjątku - pewnego dnia stanie przed Trybunałem Chrystusa? Bądź mądry, nawróć się i wierz w ewangelię.